Strach przed przyszłością

Kącik byłych opiekunów

Strach przed przyszłością

Postautor: justi578 » czwartek 30 maja 2019, 00:07

Cześć wszystkim!
Jestem tutaj zupełnie nowa, znalazłam to forum poszukując różnych informacji i postanowiłam podzielić się z Wami moimi lękami. Jako osoby zaznajomione z chorobą Alzheimera na pewno mnie zrozumiecie. Nie mam przed kim się otworzyć, ponieważ nikt nie wie, co znaczy ta choroba, a mojej mamy nie chcę martwić.
Moja historia zaczęła się czternaście lat temu. Wtedy to właśnie mój tata zaczął chorować. Miałam siedem lat. Oprócz rodziców nie mam nikogo. Byłyśmy z mamą zupełnie same. Musiałyśmy zajmować się nim tylko w dwójkę. Tata zawsze był człowiekiem porywczym, miał dwa metry wzrostu, był silnie zbudowany, choroba nasiliła jeszcze negatywne cechy jego charakteru. Bił nas, popychał, uciekał z domu. Jego choroba trwała siedem lat. Nie miałyśmy pieniędzy na opiekunkę ani na dom opieki. W trójkę żyliśmy z jednej renty. Byłyśmy przy tacie do końca. Teraz, z perspektywy czasu nadal sądzę, że był to najgorszy okres mojego życia. Nie spałam w nocy, żyłam w ciągłym strachu... Ale przetrwałam. Razem z mamą to przetrwałyśmy.
Od śmierci taty minęło kolejne siedem lat. Tęsknię za nim, nadal pamiętam go takim, jaki był przed chorobą. Wiem jednak, że to już nigdy nie wróci.
Jednak lęk nie minął. Jako, że tata zachorował na Alzheimera we wczesnym wieku, boję się, że mogła to być dziedziczna forma choroby. Nie mogę przestać o tym myśleć. Tak bardzo boję się, że mnie też może to spotkać... Nie myślcie, że użalam się nad sobą, ale nie mam się z kim podzielić tymi lękami. Żyję zupełnie normalnie, jestem osobą bardzo otwartą, studiuję, udzielam się społecznie... Pracuję w różnych gazetach, piszę artykuły, również o Alzheimerze, żeby przybliżyć innym ludziom tę straszną chorobę, by chociaż trochę społeczeństwo zrozumiało, czym ona jest. Oprócz tego jestem pisarką. I nie mogę pomyśleć o tym, że być może pewnego dnia zapomnę zupełnie swoje książki. Zapomnę i nikt ich już za mnie nie dokończy. Boję się, że jeśli zachoruję we wczesnym wieku, ciężar opieki nade mną spocznie znowu na mojej mamie, a wtedy ona zostanie już zupełnie sama. A jeśli wyjdę za mąż i będę miała dzieci, boję się, że obciążę swoją chorobą całą moją rodzinę.
Wiem, że nikt nie odpowie mi na to, czy zachoruję, czy nie. Zawsze będę musiała żyć z niepewnością. Staram się o tym nie myśleć. Żyć pełnią życia.
Życzę wszystkim Wam, którzy przechodzicie przez to, co ja kilka lat temu, abyście mieli mnóstwo siły. Abyście się nie poddawali. Wiem, że jest ciężko, że czasem brakuje nadziei, ale uwierzcie, wszystko można przeżyć. Patrzcie na swoich bliskich przez pryzmat tego, kim byli kiedyś. Przypomnijcie ich sobie. I nie zapominajcie mówić im, że ich kochacie. Może Wam się zdawać, że oni tego nie rozumieją, ale jednak powtarzajcie im to. Nigdy nie wiecie, kiedy widzicie ich po raz ostatni. Ja wiele bym oddała, by móc jeszcze raz zobaczyć mojego tatę.
Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was moimi wywodami.
Jestem z Wami wszystkimi i modlę się za to, byście mieli w sobie siłę do dalszej walki.
Pozdrawiam serdecznie,
Justyna.
justi578
 
Posty: 1
Rejestracja: środa 29 maja 2019, 23:41

Re: Strach przed przyszłością

Postautor: wigi » niedziela 02 cze 2019, 22:01

Witaj, Justyna .
Jesteś bardzo mloda. Staraj się żyć pełnią życia i nie myśl o tym, czy możesz zachorować czy nie.
Tego nikt nie wie. Są badania genetyczne, ale póki co, nic z nich pewnego nie wynika. Dlatego raczej bez sensu się im poddawać.
W życiu możemy zachorować na bardzo wiele chorób, mogą nas spotkać bardzo różne wypadki. Nie sposób przewidzieć przyszłość. Dlatego nie można się tym dręczyć.
Jeśli Twoje lęki z tym związane nie miną to poradź się psychologa.
wigi
 
Posty: 946
Rejestracja: czwartek 10 lis 2011, 19:21


Wróć do Po drugiej stronie

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość