Mój Tato i otępienie

Tu dzielimy się naszymi historiami związanymi z chorobą Alzheimera lub innymi demencjami.

Mój Tato i otępienie

Postautor: manana » czwartek 02 maja 2019, 12:49

Witam wszystkich serdecznie i cieszę się, że znalazłam to forum :)
Czytam wątki już kilkanaście bitych godzin bo jest tu b. dużo skondensowanej, ale też popartej doświadczeniem życiowym wiedzy.
Zdecydowałam się Was bardzo prosić o opinie i porady bo sprawa z moim Tatą (u którego zdiagnozowano otępienie) jest bardzo świeża. Być może problem tkwi w mojej głowie, bo nie chcę pewnych rzeczy zaakceptować i przyjąc do wiadomości, a być może leczenie nie jest do końca poprawne.
Wiem, że to forum jest poświęcone chorobie Alzheimera (mój Tata nie ma takiej diagnozy), ale z tego co tu wyczytałam macie bardzo duże rozenanie w otępieniu w ogóle. Nigdzie w sieci nie znalazłam tak konkretnych informacji i dlatego postanowiłam się was dopytać.

Ale od początku.
Niecałe 3 tyg temu Tato trafil do szpitala bo zaczął się przewracać, tak jakby stracił siły, nie mógł ustać na nogach (to trwalo 1,5 dnia). Wcześniej i tak bardzo słabo sie poruszał, ale sam wstawał z łóżka, siadał na fotelu i całymi dniami oglądał tv, sam dreptał do łazienki, czy do kuchni żeby coś wziąć do jedzenia, a nawet podgrzać, czy ugotować sobie zupę. Taki jego stan nie był związany (moim zdaniem) z otępieniem tylko z wieloma jego chorobami: nadcisnienie, rozrusznik serca, dwie operacje kręgosłupa - po których nie pozbył się bólu, i oczywiscie cukrzyca - bo jest otyły. No i lenistwo. Nie chciał się ruszać bo, jak twierdził, zaraz bolały go nogi i plecy. No cóż, taki typ. Nie szło go w żaden sposób zmobilizować, bo charakter zawsze miał ciężki: apodyktyczny nerwus, choleryk.
W szpitalu stwierdzono, że przyczyną "słabych nóg" są obrzęki i trzeba z niego "spuścić" nadmiar płynów. I tu się zaczyna cała historia. W momencie przyjmowania do szpitala, ale też wcześniej, Tato nigdy nie miał żadnych omamów, "odlotów", nieracjonalnych zachowań. Z pamięcią większych problemów też nigdy nie było, jedynie problem z uczeniem się nowych, bardziej skomplikowanych rzeczy (obsługa nowego telefonu).

W szpitalu, w jednej minucie stał sie osobą zupełnie leżącą, zapampersowaną, bo po pierwsze faktycznie nie miał siły stać, czy siedzieć, a po drugie tak chyba było bezpieczniej i dla niego i dla personelu, który za niego odpowiadał). Dramatem dla niego było załatwianie się w pampersa, poza tym nikt koło niego nie skakał, tak jak w domu, co do doprowadzało go do szewskiej pasji (bo np. musiał 3-4 godziny leżeć w zabrudzonym pampersie, aż nastała pora hurtowego przewijania). Wkręcił więc sobie w głowę, że nie będzie jadł, żeby się nie wypróżniać, co spowodowało, że fizycznie stał się bardzo słaby. Poza tym dosłownie z dnia na dzień stał się wyzywający, agresywny, ponoć uderzył pielęgniarkę, zaczęły się jakieś omamy: że jest więziony wbrew swojej woli, że został pobity, wydzwaniał na Policję w tej sprawie, do nas wydzwaniał i błagał, że chce do domu albo na nas krzyczał, itp.). Raz zapytał się mnie dlaczego i kiedy trafił do szpitala, przyznał, że 10-cio godzinnego pobytu na Izbie Przyjęć nie pamięta.
Tak więc oprócz leczenia głównego skończyło się na TK głowy i konsultacji psychiatrycznej (x2). Diagnoza (w skrócie): 17.04.2019 Początek procesu otępiennego na tle naczyniowym, nocne stany majaczeniowe. 25.04.2019 Otępienie naczyniowe stopień umiarkowany/znaczny. Nocne stany majaczeniowe. Zostały mu przypisane leki: Biomentin 1x10 mg rano, Tiapridal 25-25-50 mg, Kwetaplex 1x25 mg wieczorem. Dodatkowo Heminevrin kaps 300 p.o. na noc.
Po tych lekach bywało różnie, nieraz kontakt był znacznie utrudniony, Tata tylko spał.
Nie wiem, czy to dobrze, że lekarz psychiatra nie porozmawiał nawet z rodziną jak sprawy wyglądały do tej pory ???
A po lekturze tego forum mam mieszane uczucia co do Biomentinu w przypadku mojego Taty...

Z Oddziału Chorób Wewnętrznych został przewieziony 26.04.2019 na ZOL. Tam wcale nie jest lepiej, a właściciwie powiedziałabym, że umysłowo gorzej. Twierdzi, że wczoraj miał w portfelu 40 tys ;) :D, a dziś jest tylko 28 tys. :D, albo cos mi mówił przedwczoraj, że przez trzy dni był na innej sali i wcale nie spał - co oczywiście nie jest prawdą.

Wiecie, ja się o niego bardzo martwię, nie mogę pojąć tej degradacji umysłowej w przeciągu zaledwie trzech tygodni...
Jakie jest Wasze zdanie?
Ps. Nie wiem, jakie obecnie Tata dostaje leki, przypuszczam, że takie jak zapisał psychiatra wcześniej. Czy jeśli zapytam pielęgniarki, to ma obowiązek mnie poinformować? jak również, czy ma obowiązek mnie poinformować, jakie są wyniki poziomu cukru?

Pozdrawiam i czekam na Wasze opinie, manana
manana
 
Posty: 6
Rejestracja: czwartek 02 maja 2019, 11:26

Re: Mój Tato i otępienie

Postautor: wigi » czwartek 02 maja 2019, 13:44

manana pisze:W szpitalu stwierdzono, że przyczyną "słabych nóg" są obrzęki i trzeba z niego "spuścić" nadmiar płynów.

Aha. Ale obrzęki też nie biorą się z powietrza. Jaka była przyczyna tych obrzęków?
Piszesz, że Ojciec ma cukrzycę. Jak jest leczony? Insuliną? Czy lekami?
manana pisze:Z Oddziału Chorób Wewnętrznych został przewieziony 26.04.2019 na ZOL. Tam wcale nie jest lepiej, a właściciwie powiedziałabym, że umysłowo gorzej.

To jest ZOL psychiatryczny czy zwykły?
manana pisze:Ps. Nie wiem, jakie obecnie Tata dostaje leki, przypuszczam, że takie jak zapisał psychiatra wcześniej. Czy jeśli zapytam pielęgniarki, to ma obowiązek mnie poinformować? jak również, czy ma obowiązek mnie poinformować, jakie są wyniki poziomu cukru?

Oczywiście, że mają obowiązek Ciebie poinformować. O wszystkim.
Przestudiuj wypis Taty ze szpitala. Jak coś będzie niejasne to masz prawo udać się do szpitala i domagać się wyjaśnień od ordynatora oddziału, na którym leżał Twój Tata.
Poza tym dobrze byłoby, abyś domagała się w ZOLu konsultacji neurologa (dobrego) najlepiej specjalisty od chorób otępiennych. Chodzi przede wszystkim o sprawdzenie, czy leki są właściwie dobrane. Z tą diagnozą jest też sprawa nie do końca jasna. Najpierw początek otępienia naczyniopochodnego a za tydzień już otępienie naczyniopochodne umiarkowane/znaczne? To się nie rozwija aż w tak ekspresowym tempie. O ile z pierwszą diagnozą (na podstawie tego co opisujesz) można się zgodzić, że to początek otępienia naczyniopochodnego o tyle z drugą nie bardzo.
Często się zdarza, że stan chorych w starszym wieku, nawet nie mających problemów z pamięcią (czy otępieniem) w trakcie pobytu w szpitalu się pogarsza, nieraz znacznie. Ale później po jakimś czasie nieraz ci chorzy wracają do stanu sprzed pobytu w szpitalu.
Musisz się domagać rehabilitacji Taty. Chodzi o to, żeby nie leżał cały czas plackiem w łóżku, żeby nie doszło do przykurczów itp. ale też żeby podejmowano próby sadzania go na wózek rehabilitacyjny...
wigi
 
Posty: 973
Rejestracja: czwartek 10 lis 2011, 19:21

Re: Mój Tato i otępienie

Postautor: manana » czwartek 02 maja 2019, 15:48

Witaj wigi - dziękuję za odpowiedź.

Tak, Tata jest chory na cukrzycę typu 2 od lat. Jest leczony insuliną. Lekarka na Oddziale Wewnętrznym (internista-diabetolog) orzekła, że przyczyną obrzęków była cukrzyca. Jak pisałam mój Tata nie ma spolegliwego charakteru i często robi po swojemu. Np. wciągał kawałek tortu, czy sporą ilość mandarynek, a potem ewentualnie regulował sprawę insuliną. To doprowadziło do powikłań, np. stopy cukrzycowej. W szpitalu ładnie to wyrównali, za to pojawił się problem z głową.
Odnośnie diagnozy dot. otępienia mam takie same odczucia, jak Ty. W przeciągu kilku dni diagnozę wystawiała ta sama lekarka-psychiatra. Konsultacje były głównie ze względu na agresywność ojca. Ale patrząc jakie było jego życie przed szpitalem to mogłabym się zgodzić ewentualnie, że może mieć początki otępienia. Czytając info tu na forum o różnych średniozaawansowanych lub zaawansowanych przypadkach.... nic takiego nie miało miejsca wcześniej.
Tata doskonale zarządzał swoim czasem, i czasem innych :D Nie myliły mu się daty, czy dni. Świetnie się orientował w pieniądzach, że czas już zrobić opłaty i jaka kwotę trzeba przelać (o czym mi przypominał), jakie ma potrzeby odnośnie zakupów. Dyrygował cała rodziną siedząc w fotelu za pomocą telefonu :D
Jedyną mentalną oznaką starości (tak bym to nazwala) było przestawienie dnia z nocą. Nocami oglądał tv, a w dzień podsypiał na fotelu. Zasypiał nawet w trakcie rozmowy... Ale gdybym nie spała cała noc, to i ja bym padła. Tata ma 73 lata.

Jeśli chodzi o ZOL - to nie jest to zol psychiatryczny. I po pierwszej (i jedynej) rozmowie z lekarzem - nie sądzę, abyśmy mogli oczekiwać na tym oddziale jakiejś sensownej pomocy. Nie wiem jak jest na innych ZOLach, ale o naszym póki co najlepszego zdania nie mam... Może się to zmieni. Rozmawiałam z lekarzem (który tam bywa ze dwa razy w tygodniu, po połuniu), że do ojca powinna przychodzić rehabilitantka, że on sie musi rozruszać, stanąc na nogi, bo im dłuzej leży - tym mniejsze są na to szanse. Kombinował, kluczył, że on musi go najpierw poobserwować (ble, ble, ble), a w ogóle czy jawiem, że to jest oddział terminalny. Wyobrażasz to sobie???
W każdym bądź razie od poniedziałku Tato ma mieć ćwiczenia jakieś z rehabilitantką. Mam nadzieję, że się nie bedzie stawiał, albo nie będzike udawał w swoim lenistwie, że śpi.
Na pewno nie liczę na jakąś konsultację neurologiczną przy takim nastawieniu lekarza, chociaż chciałabym wiedzieć co z tym Biomentinem i skąd te dziwne "odloty", których nigdy wcześniej nie było. Tato nigdy do tej pory nie stracił kontaktu z rzeczywistością.

Na szczęście w całej tej sytuacji nie jestem zupełnie sama. Jest jeszcze moja siostra, która co prawda nie mieszka w Polsce, ale każdą sobotę i niedzielę jest tutaj i to będą "jej dni" z Tatą. Nasz plan jest taki, by Tata jak najszybciej stanął choć trochę na nogi (a nie wyjechał do św. Piotra) - wtedy zabieramy go do domu. Wtedy porządne konsultacje psychiatra/neurolog - prywatnie, czy na NFZ, obojętnie. Mam tylko nadzieję, że znajdziemy u nas jakichś sensownych lekarzy, którzy wiedzą o co chodzi w otępieniu, bo np. geriatry u nas nie ma.
Załatwimy też rehabilitanta do domu (nie wiem: raz w tygodniu, dwa razy), żeby już nie zalegał wiecznie w tym fotelu. Wiemy, że sam nie będzie ćwiczył - nie zmobilizuje się. Oprócz tego pielegniarkę, żeby codziennie miała na niego oko. Moja Mama nie poradzi sobie z nim, też jest chora. Zorganizujemy wszystko, co jeszcze będzie trzeba. Tylko nie wiemy, co byłoby najkorzystniejsze???
manana
 
Posty: 6
Rejestracja: czwartek 02 maja 2019, 11:26

Re: Mój Tato i otępienie

Postautor: wigi » czwartek 02 maja 2019, 20:07

manana pisze:Jeśli chodzi o ZOL - to nie jest to zol psychiatryczny. I po pierwszej (i jedynej) rozmowie z lekarzem - nie sądzę, abyśmy mogli oczekiwać na tym oddziale jakiejś sensownej pomocy. Nie wiem jak jest na innych ZOLach, ale o naszym póki co najlepszego zdania nie mam... Może się to zmieni. Rozmawiałam z lekarzem (który tam bywa ze dwa razy w tygodniu, po połuniu), że do ojca powinna przychodzić rehabilitantka, że on sie musi rozruszać, stanąc na nogi, bo im dłuzej leży - tym mniejsze są na to szanse. Kombinował, kluczył, że on musi go najpierw poobserwować (ble, ble, ble), a w ogóle czy jawiem, że to jest oddział terminalny.

Oddział terminalny? To Twój Tata jest w hospicjum czy w zakładzie opiekuńczo-leczniczym? Żaden ZOL nie jest terminalny. W ZOL-u pacjenci mogą przebywać zgodnie z prawem pół roku. Oczywiście, w wielu wypadkach pobyt przedłuża się na następne pół roku itd. Oddziałem terminalnym jest hospicjum.
Nie podoba mi się to.
Ojciec cały czas leży? Czy też próbujecie go sadzać choć na łóżku? Ojciec najpierw musi się nauczyć siedzieć w wóżku rehabilitacyjnym. A dopiero potem powoli trzeba go stawiać na nogi.
manana pisze:Na pewno nie liczę na jakąś konsultację neurologiczną przy takim nastawieniu lekarza, chociaż chciałabym wiedzieć co z tym Biomentinem i skąd te dziwne "odloty", których nigdy wcześniej nie było. Tato nigdy do tej pory nie stracił kontaktu z rzeczywistością.

Twój Ojciec ma do konsultacji neurologicznej pełne prawo i nastawienie lekarza nie ma tu nic do rzeczy. Zażądaj wprost tej konsultacji i nie daj się zwodzić.
Tu raczej problemem nie jest Biomentin (memantyna) tylko być może te wszystkie neuroleptyki, które Ojcu zapisano. Dlatego konsultacja neurologiczna jest tak ważna.
Co do cukrzycy to musisz żądać od pielęgniarek wyników pomiarów i dawek insuliny, jakie Ojcu podają. To trzeba ściśle kontrolować.
wigi
 
Posty: 973
Rejestracja: czwartek 10 lis 2011, 19:21

Re: Mój Tato i otępienie

Postautor: anndnb » piątek 03 maja 2019, 18:07

Jeżeli Twój tata np odmawiał jedzenia i picia, to mogło dojść do pogorszenia. Cukrzyca sprzyja miażdżycy naczyń, to też nie jest korzystne. Co prawda mój Dziadek miał stwierdzone otępienie głębokie i od czasu pobytu w szpitalu mniej więcej co kilka tygodni było gorzej, aż do stanu termalnego. Ale u niego to była kwestia wieku (98 lat). Choroba od momentu pierwszego zawieszenia zaczęła postępować w tempie geometrycznym. Bardzo szybko dostałaś zol. Mojego Dziadka z agresją, otępieniem głębokim wypisali do domu że skierowaniem do ZOL. Nikt ze szpitala go nie przeniósł do ZOL od razu. W ZOL należą się pełne informacje dla rodziny. Dwa biomentin raczej pomaga niż szkodzi. Bardziej stawiała bym na źle dobrany neuroleptyk. Niestety to one powodują problemy z chodzeniem. Mój Dziadek był bardzo agresywny ale lekarz nie zgadzał się na większe dawki leku właśnie że względu na problemy z chodzeniem. Też miał opuchnięte nogi ale w wyniku miażdżycy.
anndnb
 
Posty: 16
Rejestracja: piątek 22 lut 2019, 18:22

Re: Mój Tato i otępienie

Postautor: anndnb » piątek 03 maja 2019, 18:13

A czy Twój Tata śpi w nocy? Mój Dziadek miał tak że spał w dzień, jak w nocy szalał. Dwa jak ma cukrzycę to senność może być spowodowana wysokim cukrem. W szpitalach nie bardzo sobie radzą z pacjentami z cukrzycą. Moja mama chciała z kardiologii wypisać się na własne żądanie, bo zabrali jej wstrzykiwacze i sami mieli regulować cukier, a w efekcie rozchwiali jej cukrzycę. Np. Jak spadł jej cukier do 120 wieczorem to bali się jej dać kolację i nie dali jej też insuliny ...ostatecznie przemycilismy jej na oddział. Tylko że ona nie ma otępienia więc sama sobie lepiej ogarnęła cukier niż lekarz
anndnb
 
Posty: 16
Rejestracja: piątek 22 lut 2019, 18:22

Re: Mój Tato i otępienie

Postautor: manana » niedziela 12 maja 2019, 21:15

Bardzo Wam wszystkim dziękuję za odpowiedzi i przepraszam za przerwę w pisaniu, ale wiele się dzieje. Trudno mi nawet pozbierać myśli.
Z Tatą właściwie (moim zdaniem) jest coraz gorzej. Z jakiegoś powodu przestał jeść. Tylko pije. Zafiksował się, że ciągle w niego wmuszamy - a to oczywiście nieprawda. Jesteśmy w zasadzie tylko w porze obiadu, czasami w porze kolacji (rzadko). Wiemy, że śniadań nie je, i nikt z personelu nic z tym nie robi. Kolacji najprawdopodobniej też nie. Dostaje za to regularnie insulinę w zastrzykach - bez względu na to, czy je posiłki, czy też nie.
Dziś przy mojej siostrze przyszła pielęgniarka z insuliną, a moja siostra zapytała, jaki Tato ma poziom cukru, bo nie jadł śniadania (a była już prawie pora na obiad). Pielęgniarka odpowiedziała, że one tego nie mierzą - dawki insuliny zostały ustawione w pierwszych dniach pobytu i tak podają. Siostra zażądała pomiaru to pielęgniarka wyszła obrażona. Za chwilę przyszła następna i bez pardonu podwinęła rękaw i wstrzyknęła. Akurat była oddziałowa, więc siostra stanowczo poprosiła o pomiar i zapytała, czemu cukrzykowi nie mierzą poziomu cukru regularnie. Odp.: Bo mierzą tylko przez pierwsze trzy dni - takie mają procedury. Jednak zobowiązała się, że dla spokoju zmierzy.
W porze kolacji poszedł mój mąż. Znów przyszła pielęgniarka z insuliną. Zapytał o poziom cukru, to sie przyznaly, że po południu wynosił 67 (!!!) - to podały czekoladę, a przy następnym pomiarze miał 120. Zażądały też, że mamy przynieść dla Taty czekoladę do szpitala. Nie wiemy ile takich przypadków hipoglikemii już było, skoro podają insulinę "na pałę"

Mam pytanie: Gdzie mogę znależć jakieś zasady/wytyczne co do opieki medycznej na ZOLach? Co się od strony prawnej pacjentowi należy? Czy są jakieś wytyczne odnośnie pomiaru poziomu cukru przy podawaniu insuliny?

wigi - do Taty zaczęła przychodzić rehabilitantka. Coś tam ćwiczą, coś się tata rusza. Myślę, że jak na początek jest dobrze. Ale... pomogła mu jakoś usiąść na łóżku i spuścić nogi. Zrobiły mu się zaraz granatowe "skarpetki" i natychmiast go położyły. Kolejny problem, który nie wiem skąd się przyplątał.

anndnb - mój Tato od dawna miał poprzestawiany dzień z nocą. W szpitalu agresja pojawiała się właśnie w nocy. Ostatnio też szalał, wołał Mamę, ale potem przyznał się, że jemu się godziny poprzestawiały. Myślał, że to już pora, że powinna być. Moim zdaniem ma po prostu odloty.
Pielęgniarki są oczywiście na niego obrażone, bo sprawia kłopoty - oczywiście komentują to do nas. My boimy się zwrócić im uwagę, że przecież to chory człowiek, żeby nie zaczęły się na Tacie odgrywać (takie nam nawet myśli przychodzą do głowy - może niesłusznie ?). Dziś długo rozmawiałyśmy z siostrą na ten temat...

Proszę, napiszcie co o tym myślicie? Proszę...
manana
 
Posty: 6
Rejestracja: czwartek 02 maja 2019, 11:26

Re: Mój Tato i otępienie

Postautor: wigi » poniedziałek 13 maja 2019, 10:07

manana pisze:Dziś przy mojej siostrze przyszła pielęgniarka z insuliną, a moja siostra zapytała, jaki Tato ma poziom cukru, bo nie jadł śniadania (a była już prawie pora na obiad). Pielęgniarka odpowiedziała, że one tego nie mierzą - dawki insuliny zostały ustawione w pierwszych dniach pobytu i tak podają. Siostra zażądała pomiaru to pielęgniarka wyszła obrażona. Za chwilę przyszła następna i bez pardonu podwinęła rękaw i wstrzyknęła. Akurat była oddziałowa, więc siostra stanowczo poprosiła o pomiar i zapytała, czemu cukrzykowi nie mierzą poziomu cukru regularnie. Odp.: Bo mierzą tylko przez pierwsze trzy dni - takie mają procedury. Jednak zobowiązała się, że dla spokoju zmierzy.
W porze kolacji poszedł mój mąż. Znów przyszła pielęgniarka z insuliną. Zapytał o poziom cukru, to sie przyznaly, że po południu wynosił 67 (!!!) - to podały czekoladę, a przy następnym pomiarze miał 120. Zażądały też, że mamy przynieść dla Taty czekoladę do szpitala. Nie wiemy ile takich przypadków hipoglikemii już było, skoro podają insulinę "na pałę"

Mam pytanie: Gdzie mogę znależć jakieś zasady/wytyczne co do opieki medycznej na ZOLach? Co się od strony prawnej pacjentowi należy? Czy są jakieś wytyczne odnośnie pomiaru poziomu cukru przy podawaniu insuliny?

Przede wszystkim, jaka insulina jest podawana Tacie? I w jakich dawkach?
Proszę nie dyskutować z pielęgniarkami, bo jak widać, nie ma to najmniejszego sensu. Proszę pójść prosto do ordynatora oddziału/dyrektora placówki i zażądać wszystkich informacji nt. Taty.
Informacja, że cukrzykowi, któremu podawana jest insulina mierzą poziom cukru tylko przez pierwsze trzy dni jest skandaliczna.
Proszę zażądać od dyrektora wykonania Tacie dziennego pomiaru glikemii (przez jeden dzień) czyli pomiar cukru we krwi na czczo, przed jedzeniem (przed podaniem insuliny), 1,5 - 2 h po jedzeniu (dotyczy wszystkich posiłków w tym dniu) i wieczorem przed snem. Domagajcie się kontaktu z lekarzem diabetologiem, który ustawił dawki insuliny Tacie.
Proszę również zażądać ustalenia przyczyn sinicy (granatowych "skarpetek") u Taty. Powodem na pewno nie było siedzenie na łóżku.
Dobrze byłoby zorganizować wizyty rodziny/znajomych (przynajmniej przez jakiś czas) itp. w trakcie godzin posiłków Taty, żeby sprawdzić, ile Tata je, co mu podają itp.
Jeśli Tata ma własny glukometr to dobrze byłoby skontrolować od czasu do czasu pomiary wykonane przez ZOL.
To tak na szybko.
wigi
 
Posty: 973
Rejestracja: czwartek 10 lis 2011, 19:21

Re: Mój Tato i otępienie

Postautor: anndnb » poniedziałek 13 maja 2019, 17:05

O matko Bosko...przed każdym podaniem insuliny powinno zmierzyć cukier żeby wiedzieć ile podać. Wiem nawet to ja dziecko cukrzyka...Dobry diabetolog bo te pielęgniarki sp... sprawę. Przypomnialo mi się jak moja mama po oepracji guza na macicy nie wybudzala się z narkozy ponad 12h, a nikt w szpitalu nie wpadł żeby jej cukier zmierzyć...miała 700...
anndnb
 
Posty: 16
Rejestracja: piątek 22 lut 2019, 18:22

Re: Mój Tato i otępienie

Postautor: anndnb » poniedziałek 13 maja 2019, 17:15

A jaki typ cukrzycy ma Twój tata? Jeżeli ma typ 2 to po ustabilizowaniu cukru nie trzeba mierzyc ciągle. Z tego co pamiętam, to mama mówiła, że na początku daje się insulinę, a potem idzie w tabletki. Wieczorem może poczytam jej te posty. Może coś podpowie? Trochę się boje, bo wiem, że jak przeczytam to już do szpitala się nie położy...(strach przed rozregulowaniem cukru przez stado baranów w kitlach). Jeżeli Twojemu Tacie zmienił się rytm dobowy wcześniej, to zaburzenia były wcześniej i wcale nie było dobrze. Mojej mamie też wydawało się że z Dziadkiem nie jest tak źle. Ale po tym jak trafił do szpitala okazało się, że dozorczyni go nad ranem odprowadzała do domu bo w nocy krążył po osiedlu i nie mógł trafić. Nic nam nie powiedziała bo myślała że wiemy, skoro opiekujemy się Dziadkiem( Dziadek mieszkal w tym samym bloku co moi rodzice).
anndnb
 
Posty: 16
Rejestracja: piątek 22 lut 2019, 18:22

Następna

Wróć do Nasze historie.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron