Kilka rad dla opiekuna

Czyli mały poradnik o Nas samych, dla Nas i nie tylko.

Kilka rad dla opiekuna

Postautor: Tomek » niedziela 05 lut 2012, 22:00

Opiekun chorego na Alzheimera powinien dbać również o siebie, gdyż jego samopoczucie ma wpływ na chorego. Nie może zapomnieć o sobie i swoim życiu.

Po pierwsze: Pomimo kłopotów z jakimi musisz się mierzyć każdego dnia, nie możesz zapominać o sobie.

Po drugie: Bądź dla siebie wyrozumiały i rozsądnie gospodaruj siłami – o przeforsowanie nie jest trudno,a chory będzie potrzebował twojej opieki systematycznie.

Po trzecie: Pamiętaj! By móc być wsparciem i opiekunem potrzebujesz wypoczynku.

Po czwarte: Zorganizuj kilka godzin wypoczynku tygodniowo – nie myśl o chorym. Zajmij się sobą, zrelaksuj się i zregeneruj „akumulatory” odrywając się od codziennych obciążających obowiązków.

Po piąte: Kiedy czujesz, że nie dajesz rady – poproś o pomoc. Nie krępuj się przyjąć pomoc od obcych – to wcale nie jest oznaka słabości, wręcz przeciwnie, świadczy to o twojej dojrzałości i odpowiedzialności.

Po szóste: Poszukuj informacji. Kontaktuj się z osobami, które są w podobnej sytuacji – wymiana doświadczeń jest budująca i kształcąca.

Po siódme: Jeśli stan chorego znacząco się pogorszy i sytuacja zacznie wymykać się spod kontroli bądź przygotowany na oddanie Go do domu opieki. Są placówki, które gwarantują profesjonalną opiekę.

Źródło:

http://www.prozdrowie.pl/Artykuly/Zdrowie-A-Z/Alzheimer/Kilka-rad-dla-opiekuna
Tomek
 
Posty: 800
Rejestracja: środa 09 lis 2011, 22:09

Re: Kilka rad dla opiekuna

Postautor: najgo60 » niedziela 05 lut 2012, 22:01

Tomek ,piszesz co mamy zrobić dla siebie?Ale jak???Cała rodzina się od nas odwróciła ,jak pogłębiły się problemy z mamą.Na polu bitwy zostaliśmy z mężem sami.Trwa to już 6 lat.Kiedy mama była bardziej na "chodzie"/jak ja to nazywam/wszędzie jeździliśmy razem.Braliśmy ją na długie spacery do lasu,w góry,nad morze i jeziora.Niestety od prawie dwóch lat skończyły się wypady.Siedzimy w domu,mama nie daje rady chodzić.Znajomi nie przychodzą ,bo nie mogą słuchać jej wyzywania i kpienia ze mnie.Bo to mnie córkę wzięła sobie na tapetę ,to ja jestem ta najgorsza z rodziny.To co ja powiem ,wszystko jest źle,dobrze że słucha się mojego męża.Siostra i brat mają wszystko w nosie.A to były jej oczka w głowie.A my ,dom,dom ,dom...moja psychika siada,potrzebuję choć kilku dni swobody i odpoczynku.Do kogo mam się zwrócić? Siostra jest głucha na moje proźby, brat też .Mam dwójkę synów ,pracują mają małe dzieci ,a my dziadkowie nie możemy ich widywać kiedy nam się zechce.Maluchy boją się chorej prababci.Dowiadywałam się dom dziennego pobytu dla osób chorych jest w Katowicach,za daleko aby mamę wozić codziennie 45 kilometrów w jedną stronę.Moje zdrowie siada ,psychika też .Pani dr.do której chodzimy ostatnio zaproponowała aby zacząć myśleć o szukaniu domu opieki dla mamy.Ale łatwo powiedzieć,od czego zacząć ?Z kąt nabrać siły?.....Dziękuję tylko mojemu mężowi że mnie wspiera i bardzo pomaga.
najgo60
 
Posty: 9
Rejestracja: czwartek 24 lis 2011, 20:47

Re: Kilka rad dla opiekuna

Postautor: Tomek » niedziela 05 lut 2012, 22:02

Ja wiem dobrze, że opieka całkowicie absorbuje. Zmienia kompletnie całe życie. Chodzi natomiast o to, żeby była chociaż jedna osoba, jakiś sposób żeby na trochę wyrwać się z domu na te parę minut/godzin. Z drugiej strony pamiętam przypadki ze starego forum gdzie były osoby, które całkowicie w pojedynkę opiekowały się chorym - dlatego w tym artykule jest punkt siódmy...
Tomek
 
Posty: 800
Rejestracja: środa 09 lis 2011, 22:09

Re: Kilka rad dla opiekuna

Postautor: Joannap » niedziela 05 lut 2012, 22:03

Niestety jestem żywym przykładem Opiekuna, który zrezygnował z siebie na rzecz choroby : Opiszę (we fragmentach ) ostatni dzień życia Mamci i to co nastąpiło później - wiem że tu jest ogrom emocji lecz chyba wiele nie pomylę się mówiąc - że dokładnie to samo Wszyscy przechodzimy każdego dnia ....
przytoczę tu fragment swojego artykułu na ten temat :
„…Gdy kończy się egzamin z bycia człowiekiem …”
.......Mamcia miała spokojną odprężoną twarz, wtedy właśnie zauważyłam, że tej drobnej i wyniszczonej przez chorobę Kobietce przestała unosić się klatka piersiowa.
Tego momentu tak naprawdę najbardziej się bałam, podświadomie odsuwałam jak najdalej myśl, że choroba zabrała już wszystko, a to co zostało, to jest dosłownie resztka…
Tak jak przez cały okres opieki, tak i tym razem byłam sama. Telefon do lekarza, telefon do Syna Mamci…
Pamiętam, że gdy lekarka uspokajała nas oboje powiedziała: to nagroda od losu, bo pani Basia umarła u siebie w domu, we własnym łóżku. Odeszła, bo już sama uznała, że Jej czas przyszedł…
Szczerze mówiąc, nie rozumiałam do końca tych słów… nagroda od losu? Co to niby ma znaczyć?! Później przyszedł czas, że naprawdę pojęłam, co to nagroda od losu w zderzeniu z Alzheimerem.
15.10.2009 r. o 10 rano mój egzamin z bycia człowiekiem dobiegł końca. Tak jak się gwałtownie zaczął, tak i skończył bez ostrzeżenia…
Gdy po pogrzebie wróciłam do domu, tak naprawdę wcale do mnie nie docierało, że Mamcia jest już w innym lepszym świecie bez bólu, strachu, chorób...
Syn Mamy wrócił do praca. A ja? Ja zostałam całkiem sama w opustoszałym domu. Wtedy cisza panująca wokół uświadomiła mi, że egzamin doczekał się finału. Na mecie czeka tylko głęboka rana w sercu, bagaż następnych doświadczeń, o których nie sposób zapomnieć… i wszechogarniająca pustka.
Ogrom czasu, jaki odzyskałam, był po prostu przerażający po tak wyczerpującym biegu w czasie choroby Mamy. Dopiero wtedy zauważyłam, jak bardzo cały świat gdzieś pędzi… Pierwsza myśl - ech, to już nie dla mnie, już nie chcę żadnych maratonów życiowych.. i dosłownie odwróciłam się na pięcie do pędzącego świata. Wróciłam do mojego małego świata – książek. Myślałam: świat do tej pory radził sobie bez jednej duszy, to nawet nikt nie zauważy, że gdzieś tam sobie tkwię w miejscu…
Wówczas nawet do głowy mi nie przyszło, że leżące u stóp czarne psisko stanie się moim ratunkiem i lekiem. Tak jak w 2008 roku Lapis (mój ukochany psiak) stał się złotą receptą na śmiech u Mamci, tak teraz twardo stał u boku i wyciągał niemal na siłę z domu.
Na początku to były tylko krótkie spacerki, później wybywałam z nim na całe dnie, wracając do domu tylko na posiłki… Psiak zrobił więcej niż kilka terapii – zaczęłam wychodzić z czterech ścian, od czasu do czasu przy okazji ktoś mnie zagadywał... Wtedy właśnie zaczęły się moje poważne kłopoty z… rozmowami. Niby nic wielkiego, a jednak… Nie zwróciłam na to uwagi … Po sześciu miesiącach od śmierci Mamy pomyślałam, że czas poszukać pracy. Umówiłam się na rozmowę i dosłownie poleciałam tam jak na skrzydełkach. Niestety, ta rozmowa kwalifikacyjna okazała się porażką. W czasie rozmowy wyszło na światło dzienne, że mam tiki nerwowe, mało tego: „zacinam się”. Te objawy wskazują przecież na nic innego jak na silną nerwicę - no i masz babo placek. Oczywiście porządnie ostudziło to mój optymizm, lecz podeszłam do tematu tak: na rozmowy kwalifikacyjne trzeba chodzić, a to pozwoli mi ustalić, kiedy tak naprawdę będę bez większych trudności gotowa do pracy.
Dla człowieka, który do tej pory nie miał kłopotów z rozmowami, był wygadany, taka sytuacja nie jest do pozazdroszczenia. Tak naprawdę zmarnowałam sporo czasu z tego powodu... i znów zamknęłam się w swoim hermetycznym świecie. Wróciłam na forum opiekunów, bo przecież w czasie rozmowy „pisanej” nikt nie widzi i nie słyszy, jak się zachowuje… Wtedy zaczęło docierać do mnie, że forum, które kiedyś tak pielęgnowałam, aby nie umarło śmiercią naturalną, teraz żyje i oddycha pełną piersią.
Osoby tam piszące potrafią rozmawiać między sobą i nie traktują już tematu Alzheimera jak tabu. Przecież to ogromny sukces wszystkich tam piszących, a ja tylko zostawiłam tam swoją maleńką cegiełkę.
Moje i innych starania przerosły najśmielsze oczekiwania. Opiekunowie mają swoje własne miejsce w Internecie. Przecież to jest ogromny sukces.
Czas opieki nad chorą Mamcią to był nie tylko bagaż doświadczeń, o których będzie bardzo trudno zapomnieć. Z tego bagażu do dziś dnia korzystam, gdy opiekunowie do mnie piszą. Wreszcie przestałam tak bardzo przejmować się tikami i zacinaniem. Nareszcie zaczęłam odczuwać nieopisaną frajdę z możliwości rozmowy z innymi twarzą w twarz. Wiem, że nerwica ot tak nie zniknie, a tiki będą mi towarzyszyć jeszcze długo, lecz to już nie jest ważne…Ważne jest to, że tak jak kiedyś ślepo wierzyłam, że dam radę Alzheimerowi, tak teraz zaczęłam wierzyć, że światu potrzebna jest każda żywa dusza.
Nikt się mnie nie zapytał, czy chcę, czy potrafię zająć się tak ciężko chorym człowiekiem, nikt też nie powiedział zwykłego dziękuję. Lecz nic to, najważniejsze, że to ja okazałam się w 100% człowiekiem.
Opowiadam już po raz kolejny swoją przygodę z Alzheimerem, lecz czynię to dla tych z nas, którzy zastanawiają się cóż mają teraz zrobić, gdyż zostali właśnie sami i w pobliżu nie ma nikogo, kto powiedziałby:
Twój egzamin się skończył, teraz czas na normalne życie. Ciągniesz swój bagaż, którego nie chcesz tak naprawdę nieść, lecz to on świadczy o tym, że jesteś człowiekiem.
Rzeczy rzadko są takimi, jakimi się wydają, śmietanka udaje krem.
W. S. Gilbert
Za większe dobrodziejstwa większej wymaga się wdzięczności. Kogo Bóg wielkimi darami obsypał, ten Bogu wiele oddać musi
św. Ignacy Loyola
Awatar użytkownika
Joannap
 
Posty: 170
Rejestracja: niedziela 27 lis 2011, 03:44
Lokalizacja: Piastów , woj. mazowieckie

Re: Kilka rad dla opiekuna

Postautor: wnuczka » niedziela 05 lut 2012, 22:04

Joannap pisze:Nikt się mnie nie zapytał, czy chcę, czy potrafię zająć się tak ciężko chorym człowiekiem, nikt też nie powiedział zwykłego dziękuję. Lecz nic to, najważniejsze, że to ja okazałam się w 100% człowiekiem.
Opowiadam już po raz kolejny swoją przygodę z Alzheimerem, lecz czynię to dla tych z nas, którzy zastanawiają się cóż mają teraz zrobić, gdyż zostali właśnie sami i w pobliżu nie ma nikogo, kto powiedziałby:
Twój egzamin się skończył, teraz czas na normalne życie. Ciągniesz swój bagaż, którego nie chcesz tak naprawdę nieść, lecz to on świadczy o tym, że jesteś człowiekiem.

Dziękuję. Wiem teraz, że to co czuję dotyka wszystkich/ większość. Zawsze to coś, umieć nazwać własne emocje, wiedzieć na co się złoszczę, a nie odreagowywać na innych ludziach.
wnuczka
 
Posty: 58
Rejestracja: czwartek 01 gru 2011, 14:49

Re: Kilka rad dla opiekuna

Postautor: Joannap » niedziela 05 lut 2012, 22:04

załapałam to wszystko jak pisałam - zrozumiałam samą siebie dlatego był czas że pisałam artykuły na temat Alzheimera i opiekunów po to by Wszyscy mogli pojąć - dlaczego to jest tak trudne doświadczenie . Również po to pisałam , pisze i będę pisać aby laicy załapali co to jest Alzheimer ... ;)
Rzeczy rzadko są takimi, jakimi się wydają, śmietanka udaje krem.
W. S. Gilbert
Za większe dobrodziejstwa większej wymaga się wdzięczności. Kogo Bóg wielkimi darami obsypał, ten Bogu wiele oddać musi
św. Ignacy Loyola
Awatar użytkownika
Joannap
 
Posty: 170
Rejestracja: niedziela 27 lis 2011, 03:44
Lokalizacja: Piastów , woj. mazowieckie

Re: Kilka rad dla opiekuna

Postautor: wnuczka » niedziela 05 lut 2012, 22:05

Aha, przypomniało mi się co do rodziny i niezrozumienia. Tzn. rodzinka uważała, że robimy z igły widły, przecież babcia to miła staruszka, może trochę schorowana (to było głównie przy przebojach z panem, z którym babcia była, ale na jakichś dziwnych zasadach, kiedyś chyba pisałam troszkę o tym) i dlaczego tak bardzo nie lubimy tego pana. Rodzinka kilka lat u nas nie była, utrzymywaliśmy kontakt telefoniczny, a pan i babcia trochę się na nas skarżyli. Babcia w rozmowie telefonicznej jest niesamowicie sprawna. Teraz kiedy coraz mniej logicznie dla nas mówi, przez telefon nikt nie pozna, że jest chora. Najpierw zabraliśmy babcię w odwiedziny do rodzinki. Potem zaprosiliśmy rodzinkę do nas. Przyjechali, zobaczyli (pierwszego dnia było nawet ok, w końcu byli goście, drugiego mieliśmy już codzienność i rodzinka to mogła przeżyć) i się odczepili.
wnuczka
 
Posty: 58
Rejestracja: czwartek 01 gru 2011, 14:49

Re: Kilka rad dla opiekuna

Postautor: Joannap » niedziela 05 lut 2012, 22:05

cześć
W moim przypadku (raczej Mamci) Jej najniższa rodzina czyli -dzieci (dorosłe w tym niestety "Grzegorz" ) wnuczki (też dorośli ludzie ) - załapali temat dopiero w ostatnim roku Jej życia .
Pewnie dlatego tak bardzo odbiło się to wszystko na mnie i jedyny sposób rozładowania się (bo przecież sama nie mogłam sobie wyjść na głupi spacer..)to było pisanie .. najpierw pisałam tylko dla siebie , później w chyba 2008 roku dostałam laptopika - wtedy nocami buszowałam po Int. - i z nie małym przerażeniem doszłam do wniosku że brak praktycznych podpowiedzi ....Przecież choroba istnieje od bardzo dawna .......


To wszystko niestety skumulowało się ..., wtedy też człowiek inaczej do tematu podchodził ..., nerwy , zmęczenie itd..
Ale do rzeczy - szlak na miejscu mnie trafił na tę bezsilność - no i to co już miałam w zeszyciku - zapisałam w blogu , forum a później powstała książka -
Niestety wylewają się z niej moje własne emocje i do tej pory są miejsca w pamiętniku, które omijam łukiem - bo tego jest za dużo .. na raz Naprawdę zachodzę w głowę jakim cudem dałam się najpierw w to wszystko władować ( przecież nie jestem i nie byłam Jej synową ) a później twardo stałam na posterunku ....

Teraz od stosunkowo niedawna biegam na terapię i chyba jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi - :D lecz dlatego że pozbywam się powoli poszczególnych fobii (bo takowe mam), najgorsze objawy nerwicy minęły (teraz naprawdę musi stać się coś poważnego , albo opowiadam o czymś bez kontroli nad emocjami - wtedy tylko zacinam się ) strach, wstyd , żal, ból - zniknęły bezpowrotnie i dlatego tak bardzo jestem szczęśliwym człowiekiem. Znów(pewnie) zachowuje się i wyglądam niczym szczeniak - bo chyba odzyskuje powoli utracone lata ... :D
Wiem że jestem na samym początku całej tej swojej drogi do zdrowienia - ale dla mnie to krok milowy ... :D
Na razie to wszystko mocno wyczerpuje mnie fizycznie lecz duchowo czuje się na 20 lat a nie 40 ... :D :P
Lecz została mi niesamowita słabość do Opiekunów i do tematu Alzh. przyznaje się że ten temat traktuje jak " informacja potrzebna na wczoraj nie na dziś " - ale ciesze się i mam niesamowita frajdę z możliwości pisania na temat tej choroby ... oczami opiekuna ...
Rzeczy rzadko są takimi, jakimi się wydają, śmietanka udaje krem.
W. S. Gilbert
Za większe dobrodziejstwa większej wymaga się wdzięczności. Kogo Bóg wielkimi darami obsypał, ten Bogu wiele oddać musi
św. Ignacy Loyola
Awatar użytkownika
Joannap
 
Posty: 170
Rejestracja: niedziela 27 lis 2011, 03:44
Lokalizacja: Piastów , woj. mazowieckie

Re: Kilka rad dla opiekuna

Postautor: Iwona » niedziela 05 lut 2012, 22:06

Ja jestem SAMA z Alzheimerem cioci od 2 lat, mama dopiero wkracza na tę ścieżkę.
Mam siostrę, ale de facto NIE MAM. Tak samo jak u "wnuczki". Siostra wyprowadziła się z Warszawy na wieś, ma sto tysięcy powodów dla których nie może zająć się mamą. Do cioci nie jeździ, przez 2 lata była tam tylko raz przez 10 minut, ponad rok temu. Koło domu opieki przejeżdża minimum raz na tydzień.
Jeśli o mnie chodzi, to przez całe życie lubiłam być sama, nie sądzę, że nudziłabym się gdybym nagle została bez mamy i cioci i bez tych wszystkich zajęć.
Mam w domu koty, od niedawna, zawsze w domu były psy, odeszły po długich latach życia za tęczowy most.
Boję się, żeby ich mama nie wypuściła z domu, bo to są koty niewychodzące, taki kot gdy wyjdzie za próg domu najczęściej ginie bezpowrotnie. Oczywiście teraz zamykam mamę gdy wychodzę z domu, małe jest prawdopodobieństwo żeby wyszły, jednak mam tylko częściowo zabezpieczone okna, bo nie wszystkie się otwiera, nie ma takiej potrzeby.
Nie umiem się jeszcze odnaleźć w tej sytuacji, oddanie mamy do domu opieki w tej chwili byłoby nieludzkie, ona jeszcze ze zbyt wielu spraw zdaje sobie sprawę. To są początki. Najgorzej jest rano, jest kompletnie zagubiona, zdenerwowana, niczego nie jest w stanie zapamiętać, po kilka razy pyta o to samo co 3 - 4 minuty.
Późnym popołudniem i wieczorem jest lepiej, za to w nocy nie może spać. Bawię się z nią w pytania i odpowiedzi, nie pamięta jak się nazywa jej siostra, gdzie mieszkała, jak miał na imię jej mąż, przy jakiej ulicy mieszkali. Nie pamięta jak się nazywały nasze psy, gdzie mieszka moja siostra i wielu innych rzeczy. Jeszcze sobie z tego zdaje sprawę i strasznie się denerwuje. Najgorszy jest ten kompletny brak emocji. Mogliby mnie chyba zastrzelić na jej oczach, nie zareagowałaby.
Opisujecie tu historie swoich bliskich, ale najczęściej opiekuje się takim chorym dwoje, troje ludzi.
Ja jestem sama, a chore są dwie. Nie wiem ile osób jeszcze boryka się z podwójnym problemem. Chyba nie za wiele.
Jeszcze nie wiem jak i czy będę potrafiła się zorganizować.
Iwona
 
Posty: 63
Rejestracja: piątek 13 sty 2012, 18:07

Re: Kilka rad dla opiekuna

Postautor: wigi » niedziela 05 lut 2012, 22:07

Iwona pisze:Ja jestem SAMA z Alzheimerem cioci od 2 lat, mama dopiero wkracza na tę ścieżkę.
Mam siostrę, ale de facto NIE MAM. Tak samo jak u "wnuczki". Siostra wyprowadziła się z Warszawy na wieś, ma sto tysięcy powodów dla których nie może zająć się mamą.

Moim zdaniem, powinnaś się rozmówić z siostrą. Ostro i do skutku. Ona ma przecież taki sam, jak Ty obowiązek względem Waszej Mamy. A te "sto tysięcy powodów" nie ma wobec tego żadnego znaczenia.
Mamę przecież np. może chyba od czasu do wziąć do siebie??
wigi
 
Posty: 1006
Rejestracja: czwartek 10 lis 2011, 19:21

Następna

Wróć do Co opiekun może zrobić dla siebie.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości