Galopująca choroba - proszę o pomoc
: poniedziałek 12 wrz 2016, 08:20
Witajcie,
znalazłam dziś rano Wasze forum, przeczytałam kilka wątków i postanowiłam poradzić się Was, bardzo doświadczonych opiekunów co robić ze swoją babcią (za tydzień kończy 79lat). Babcia od kilku lat ma stwierdzoną chorobę Alzhaimera i przyjmuje raz dziennie, rano, 1 tabletkę Donepexu. Na ostatniej tomografii komputerowej głowy wykonanej z początkiem maja widać było spore zmiany w mózgu, które jednak właściwie nie przekładały się na jakość życia babci i jedyne z czym miała problem to jak miał na nazwisko ktoś tam.
Jednak patrząc na to co w ostatnich tygodniach dzieje się z moją babcią jestem załamana i przerażona .
Ale od początku... Gdzieś od przełomu czerwca i lipca babcia straciła apetyt, zaczęła jeść coraz mniej tłumacząc, że nic jej nie smakuje, że nie odczuwa głodu. Po 3 tygodniach widać już było ogólne osłabienie organizmu i ubytek kilku kilogramów. Do tego doszły (za) częste, codziennie biegunki.
23 lipca byłam z babcią na gastroskopii (wyniki dobre). Tego dnia czekałam na nią pod klatką w samochodzie. Sama wstała, umyła się, ubrała, umalowała itp. (nic nie jadła ponieważ przed badaniem to zabronione) i uszykowała na umówioną godzinę. Była w pełni samowystarczalna i w zasadzie jedynym symptomem, że coś się dzieje było ogólne osłabienie.
W kolejnym tygodniu (1.08) babcia była u gastrologa, który zlecił badania krwi, moczu i kału. Po kilku dniach okazało się, że babcia ma już sporą anemię a w kale była utajona krew. W międzyczasie córki i ja przychodziłyśmy do niej 3 razy dziennie pilnując jej jedzenia + picia i przyjmowania leków.
W kolejnym tygodniu trafiła do szpitala na oddział zakaźny (i zaczęła być pampersowana), leżała tam 3 tygodnie. Pod koniec pobytu biegunki wreszcie trochę ustąpiły, ale pampersy zostały. W międzyczasie zrobiono kolonoskopię, USG jamy brzusznej, kolejną gastroskopię (wszystkie te badania wyszły ok jak na jej wiek). Kroplówki poprawiły wyniki krwi i babcię 1.09 wypisano do domu. Jadłowstręt jak był tak został, więc babcię nadal trzeba pilnować z jedzeniem.
W zeszłym tygodniu (wtorek) była u psychiatry, który stwierdził, że w przeciągu roku straciła 6 punktów i lekkie otępienie zamieniło się na średnie.
Jednak w zasadzie od wyjścia ze szpitala, każdego dnia jej choroba postępuje, wręcz galopuje. Babcia gaśnie w oczach! Przestaje mówić (tylko pojedyncze słowa), przestaje kontaktować, co chwilę zamyka oczy. Sama nie jest w stanie podnieść się z łóżka i absolutnie nic ze sobą zrobić. W piątek nie pamiętała jak się nazywa (a jeszcze tydzień wcześniej rozwiązywała krzyżówki!), jakie dzieci mają jej córki itp.
2 tygodnie temu nie miała siły pić z pełnego kubka, więc wprowadziliśmy jej słomki. Od soboty niestety już nie umie z nich korzystać... Tabletki zamiast przełykać jak do tej pory, gryzie i trzyma w ustach (chyba nie wie, że je trzeba przełknąć albo jak je przełknąć).
Jeszcze 1,5 miesięca temu była człowiekiem takim samym jak wszyscy, w pełni sprawna, chodząca do kościoła, oglądająca tv, śmiejąca się, kontaktująca (śledziła wydarzenia polityczne w kraju, seriale itp.). Dziś jest wrakiem człowieka, który bez opieki nie zrobi absolutnie NIC. Jesteśmy w szoku i w zasadzie nie wiemy co robić...
Wiem, że Alzhaimer to podła choroba, ale aż mi się nie chce wierzyć, że może postępować TAK szybko. Od dziś babcia ma opiekę z MOPSu, ale ja zastanawiam się czy nie powinniśmy zadzwonić po karetkę i położyć ją w szpitalu. Nie wiem jednak czy jej tam pomogą, czy da się jeszcze coś dla niej zrobić...
Jeszcze dodam, dla lepszego obrazu sytuacji, że babcia z końcem kwietnia miała problemy z ciśnieniem (skoczyło jej nawet do 240 i wtedy miała taki mikro udar, ale zdaniem lekarzy przeszedł bez śladu). Wtedy zmieniono babci lek na padaczkę, na którą cierpi, z Tegretolu na Absenor (zmiana następowała stopniowo, w ciągu 3 tygodni). Jest szansa, że problemy z biegunkami, jadłowstrętem to skutek nowego leku, stąd od zeszłego tygodnia wycofujemy jej stopniono Absenor i przywracamy Tegretol, jednak nie wiem czy zdążymy doczekać się poprawy...)
Doradźcie mi coś, bo odchodzę od zmysłów i w zasadzie ryczę nieprzerwanie.
Błagam..
znalazłam dziś rano Wasze forum, przeczytałam kilka wątków i postanowiłam poradzić się Was, bardzo doświadczonych opiekunów co robić ze swoją babcią (za tydzień kończy 79lat). Babcia od kilku lat ma stwierdzoną chorobę Alzhaimera i przyjmuje raz dziennie, rano, 1 tabletkę Donepexu. Na ostatniej tomografii komputerowej głowy wykonanej z początkiem maja widać było spore zmiany w mózgu, które jednak właściwie nie przekładały się na jakość życia babci i jedyne z czym miała problem to jak miał na nazwisko ktoś tam.
Jednak patrząc na to co w ostatnich tygodniach dzieje się z moją babcią jestem załamana i przerażona .
Ale od początku... Gdzieś od przełomu czerwca i lipca babcia straciła apetyt, zaczęła jeść coraz mniej tłumacząc, że nic jej nie smakuje, że nie odczuwa głodu. Po 3 tygodniach widać już było ogólne osłabienie organizmu i ubytek kilku kilogramów. Do tego doszły (za) częste, codziennie biegunki.
23 lipca byłam z babcią na gastroskopii (wyniki dobre). Tego dnia czekałam na nią pod klatką w samochodzie. Sama wstała, umyła się, ubrała, umalowała itp. (nic nie jadła ponieważ przed badaniem to zabronione) i uszykowała na umówioną godzinę. Była w pełni samowystarczalna i w zasadzie jedynym symptomem, że coś się dzieje było ogólne osłabienie.
W kolejnym tygodniu (1.08) babcia była u gastrologa, który zlecił badania krwi, moczu i kału. Po kilku dniach okazało się, że babcia ma już sporą anemię a w kale była utajona krew. W międzyczasie córki i ja przychodziłyśmy do niej 3 razy dziennie pilnując jej jedzenia + picia i przyjmowania leków.
W kolejnym tygodniu trafiła do szpitala na oddział zakaźny (i zaczęła być pampersowana), leżała tam 3 tygodnie. Pod koniec pobytu biegunki wreszcie trochę ustąpiły, ale pampersy zostały. W międzyczasie zrobiono kolonoskopię, USG jamy brzusznej, kolejną gastroskopię (wszystkie te badania wyszły ok jak na jej wiek). Kroplówki poprawiły wyniki krwi i babcię 1.09 wypisano do domu. Jadłowstręt jak był tak został, więc babcię nadal trzeba pilnować z jedzeniem.
W zeszłym tygodniu (wtorek) była u psychiatry, który stwierdził, że w przeciągu roku straciła 6 punktów i lekkie otępienie zamieniło się na średnie.
Jednak w zasadzie od wyjścia ze szpitala, każdego dnia jej choroba postępuje, wręcz galopuje. Babcia gaśnie w oczach! Przestaje mówić (tylko pojedyncze słowa), przestaje kontaktować, co chwilę zamyka oczy. Sama nie jest w stanie podnieść się z łóżka i absolutnie nic ze sobą zrobić. W piątek nie pamiętała jak się nazywa (a jeszcze tydzień wcześniej rozwiązywała krzyżówki!), jakie dzieci mają jej córki itp.
2 tygodnie temu nie miała siły pić z pełnego kubka, więc wprowadziliśmy jej słomki. Od soboty niestety już nie umie z nich korzystać... Tabletki zamiast przełykać jak do tej pory, gryzie i trzyma w ustach (chyba nie wie, że je trzeba przełknąć albo jak je przełknąć).
Jeszcze 1,5 miesięca temu była człowiekiem takim samym jak wszyscy, w pełni sprawna, chodząca do kościoła, oglądająca tv, śmiejąca się, kontaktująca (śledziła wydarzenia polityczne w kraju, seriale itp.). Dziś jest wrakiem człowieka, który bez opieki nie zrobi absolutnie NIC. Jesteśmy w szoku i w zasadzie nie wiemy co robić...
Wiem, że Alzhaimer to podła choroba, ale aż mi się nie chce wierzyć, że może postępować TAK szybko. Od dziś babcia ma opiekę z MOPSu, ale ja zastanawiam się czy nie powinniśmy zadzwonić po karetkę i położyć ją w szpitalu. Nie wiem jednak czy jej tam pomogą, czy da się jeszcze coś dla niej zrobić...
Jeszcze dodam, dla lepszego obrazu sytuacji, że babcia z końcem kwietnia miała problemy z ciśnieniem (skoczyło jej nawet do 240 i wtedy miała taki mikro udar, ale zdaniem lekarzy przeszedł bez śladu). Wtedy zmieniono babci lek na padaczkę, na którą cierpi, z Tegretolu na Absenor (zmiana następowała stopniowo, w ciągu 3 tygodni). Jest szansa, że problemy z biegunkami, jadłowstrętem to skutek nowego leku, stąd od zeszłego tygodnia wycofujemy jej stopniono Absenor i przywracamy Tegretol, jednak nie wiem czy zdążymy doczekać się poprawy...)
Doradźcie mi coś, bo odchodzę od zmysłów i w zasadzie ryczę nieprzerwanie.
Błagam..