wigi pisze:lukaszo86 pisze:Jak czytam forum, słucham innych ludzi związanych i niezwiązanych z chorobą Alzheimera, to odnoszę wrażenie, że najłatwiej jest komuś obcemu coś doradzić, ale żeby to samemu wdrożyć - wydaje się niemożliwe.
Dlaczego niemożliwe?? Rady udzielane na forum są całkowicie wykonalne.
Został wypracowany przez opiekunów pewien standard postępowania z chorym na ch. Alzheimera (ogólnie na chorobę otępienną). I ten standard jest powielany nie tylko tu na forum, ale też na innych portalach poświęconych opiece nad takimi chorymi.
Nikt tu Ameryki nie odkrywa. I nikt nie mówi, że opieka nad takim chorym jest łatwa. Ale można i trzeba minimalizować kłopoty i problemy, jakie stwarza, czy też może stworzyć chory.
On musi być w mieszkaniu bezpieczny - dlatego, dla jego bezpieczeństwa (i nie tylko), trzeba uniemożliwić mu np. dostęp do gazu, do gniazdek elektrycznych, do ostrych rzeczy (noże, widelce, nożyczki itp.), do chemikaliów itp.
Długo by wymieniać to wszystko co w mieszkaniu trzeba przystosować pod chorego...
Źle mnie zrozumiałaś, albo źle się wyraziłem. Są takie typy ludzi, którzy specjalizują się w doradzaniu a sami siedzą i nic nie robią. Okazało się, że znajoma mojej mamy, która z zawodu jest prawniczką, ma teściową w podobnym do mojej babci stanie. Pomaga nam w kwestiach prawnych i w październiku, kiedy była rozprawa o ubezwłasnowolnienie babci i umieszczenie jej w DPS, zgrywała mądrą i ochrzaniła mnie za to, że przy wizycie psychiatry sądowego nie dowiedziałem się o sygnaturę sprawy. Przyszedł co prawda list polecony z sądu, ale na babcię, a listy sądowe można odbierać w punkcie inpost, które jest oddalone o 5 km od mieszkania i czynne do godz. 17... Ta znajoma mamy, która zgrywa mądrą i wszechwiedzącą, ma chorą teściową, ale nie robi nic i na pytanie dlaczego, odpowiada, że nie ma czasu...
O takich ludzi mi chodziło...
Co do mnie, babcia jest "zabezpieczona w mieszkaniu", ale nie powstrzymam jej przed sikaniem po mieszkaniu, przed wyciąganiem garnków i robieniu jednego wielkiego bajzlu w mieszkaniu podczas mojej nieobecności lub kiedy śpię...
Ostatnio przyłapałem ją na jedzeniu kostki do WC... I nie czuję się winny tego zaniedbania, bo mimo, że mieszkamy w mieszkaniu 3-pokojowym to w moim pokoju jest cała chemia, żyję jak cygan. A babcia po prostu się wślizgnęła jak się myłem i nie miałem na to wpływu. Gdy wchodziłem do łazienki to spała.