Szybkość postępu choroby

Tu dzielimy się naszymi historiami związanymi z chorobą Alzheimera lub innymi demencjami.
wigi
Posty: 1068
Rejestracja: czwartek 10 lis 2011, 19:21

Re: Szybkość postępu choroby

Post autor: wigi »

Nina2, nie da się przewidzieć, ile chory po udarze/wylewie będzie żył. Może być krótko, a może też być kilka/kilkanaście lat. Tego się nie da przewidzieć.
A co do pani neurolog - no cóż różni ludzie się wśród lekarzy trafiają... Również tacy, którzy mają gdzieś pacjenta... niestety...
wigi
Posty: 1068
Rejestracja: czwartek 10 lis 2011, 19:21

Re: Szybkość postępu choroby

Post autor: wigi »

PiotrK, spróbuj zapytać się też na forum neurologicznym. My tu sporo wiemy o ch. Alzheimera i ch. otępiennych, ale o udarach i wylewach raczej niewiele...
Nina2
Posty: 28
Rejestracja: środa 28 sty 2015, 12:15

Re: Szybkość postępu choroby

Post autor: Nina2 »

@wigi
Masz rację. Mój kolega przez 6 lat (bez 3 miesięcy) opiekował się zupełnie nieprzytomną matką w stanie warzywa.
Był sam, rodzina się wypięła, wziął matkę do siebie. Raz wpadłam z wizytą, on matkę karmił kaszą z kubeczka, po łyżeczce, potem w ręce założył jej gumowe zabaweczki przeciwko skurczom – a na końcu pogłaskał ją po głowie najserdeczniej. I to do dzisiaj pamiętam. Pomyślałam wtedy, że jest święty.
Nie miał żadnego życia osobistego. Kupił taksówkę bagażową: co zarobił, szło na 2 pielęgniarki, by matka miała opiekę całą dobę. Ukochana dziewczyna wyszła za jego przyjaciela – dla ich dzieci jest czułym opiekuńczym wujkiem.
A gdy go odwiedziłam po latach, wspomniał, że mu czasem obecności matki brakuje.

Także jakaś matki kuzynka długo się opiekowała moją cioteczną babką, co po wylewie miała sparaliżowaną połowę ciała. Ja byłam wtedy dzieckiem, więc nie wiem ile czasu to trwało i jak sobie radziła. Tylko słyszałam.
Nina2
Posty: 28
Rejestracja: środa 28 sty 2015, 12:15

Re: Szybkość postępu choroby

Post autor: Nina2 »

@wigi
Nie osądzajmy pochopnie. Jeśli ktoś skończył medycynę, przeszedł internat, zrobił specjalizację – to z pewnością z dobrą motywacją pomagania ludziom. Wiadomo, że w Polsce (jak i w całej Unii) coraz gorzej, i to ze wszystkim, nie tylko w Służbie Zdrowia. Wg spiskowych stronek wyjechało z Polski coś 4 miliony, całe pokolenie. A ilu wśród nich było lekarzy? Ci, co pozostali, są przeciążeni i pacjentom też dopchać się do nich coraz trudniej.
Lekarz też tylko człowiek a nie Pan Bóg. Na przeciążonych studiach nie nauczono go, jak rozmawiać z pacjentami, dla których już nic nie można zrobić. Nieraz na odczepne zapisze dodatkowe lekarstwa, kosztowne, a wiadomo że nic nie pomogą. Zdarza się, że chirurdzy nieraz (na nalegania rodziny) rozkroją ciężko chorego pacjenta z przerzutami, poczym zaszyją z powrotem. Męczenie człowieka.

W postawie pani neurolog nie było nic osobistego. Nie chciała przyjąć na oddział? Oceniła, że już nie potrafią pomóc, więc niech lepiej umrze w domu niż by tu zajmował łóżko (potrzebe dla innych) i psuł statystyki.

Ten gniew niby na rodzinę? To ogólnie, na sytuację: że nie potrafi się pomóc, że brak miejsc, czasu, środków. Chciałaby przecież pomóc, ale też jest bezsilna. Ze śmiercią jeszcze człowiek nie wygrał.
Przeciążony lekarz – jak chirurg podczas wojny – w pierwszej kolejności zajmuje się tymi, co jeszcze mają jakieś szanse.

Widziałam u mojego przyjaciela, że gdy się o kogoś niepokoi a jest bezsilny i nie potrafi pomóc, reaguje gniewem i oskarżeniami do całego świata: ktoś jest temu winny! (Że jego pies zachorował, że matka umarła... ) Może to dziecinne, lecz dorastamy w końcu całe życie.
A tu pani neurolog rodzina przedstawia bełkoczącego staruszka i żąda, żeby go naprawić. Pani neurolog jeszcze raz uświadamia sobie swoją bezsilność. I to nie pierwszy w jej karierze wypadek...
Tomek
Posty: 865
Rejestracja: środa 09 lis 2011, 22:09

Re: Szybkość postępu choroby

Post autor: Tomek »

Nina2 pisze:Więc może to nie był udar (pęknięcie żyłki w mózgu i zalanie krwią znacznego obszaru) lecz, tak jak u mnie, zatkanie skrzepem małej tętniczki i niedotlenienie części mózgu, co niektóre czynności ciała mi wyłączyło?
Jedną rzecz sprostuję. Obie sytuacje są określane słowem udar. W jednym przypadku jest to udar krwotoczny (potocznie nazywany wylew) a drugie to udar niedokrwienny (inaczej nazywany zawał mózgu).

W przypadku udaru krwotocznego potrzebny jest zabieg neurochirurgiczny w celu zamknięcia naczynia a w przypadku udaru niedokrwiennego mogą być użyte np. leki rozpuszczające skrzep blokujący naczynie. Być może jeżeli nie było zabiegu i nie pogarsza się dramatycznie stan to był tutaj udar niedokrwienny, który powinien być jak najszybciej zdiagnozowany.

A jeśli chodzi o lekarzy to moi znajomi lekarze sami opowiadają jacy partacze i wredni ludzie w tej profesji bywają.
To jest tak jak w każdym zawodzie. Są tam profesjonaliści, są rzetelni fachowcy ale bywają także karierowicze dla kasy, ludzie niedouczeni, leniwi i olewusy, którzy mają wszystko gdzieś.
Anka
Posty: 106
Rejestracja: wtorek 06 gru 2011, 15:59

Re: Szybkość postępu choroby

Post autor: Anka »

Moja Babcia miała udar niedokrwienny w 1996 r. Żyje. Po udarze miała lekki niedowład lewej strony ciała.
Wuj po udarze żył 3 miesiące. Nie ma reguły.
ODPOWIEDZ