ataki agresji w chorobie Alzheimera
Re: ataki agresji w chorobie Alzheimera
Podając Biomentin należy obserwować jaki jest rezultat działania leku. Jak już pisałam u mojego Taty wystarczyła 1 tabletka (10 mg) rano. Mieliśmy dojść - jeżeli dobrze pamiętam - do 4 tabletek dziennie (zwiększając co tydzień o 1 tabletkę), ale szybko wycofaliśmy się w porozumieniu z lekarzem ze zwiększania dobowej dawki, gdyż już przy 2 tabletkach Tata stał się bardzo osłabiony, płaczliwy i za bardzo wyciszony. Do końca pozostaliśmy przy 1 tabletce, a Tata do końca był spokojny i chyba bardzo dużo rozumiał. Miał natomiast problem z mową - komunikacją i z chodzeniem, ale i z tym jakoś sobie radziliśmy.
Re: ataki agresji w chorobie Alzheimera
Dziękuję Wam za rady.
Biomentin Mama już zażywała, ale po konsultacjach z lekarzami odstawiliśmy, bo pojawiały się wymioty, o które był podejrzewany.
Biomentin może wrócić, jeśli aktualny mix nie da efektów. Harmonogram dochodzenia do dawek tego miksu to 4 tygodnie (zwiększanie tiapridalu co tydzień). Mija 5. dzień. Jest mniej agresji, co nie znaczy, że nie ma jej wcale. Stałe punkty programu, to te czynności stresujące: mycie (rzadkość, ale dziś się udało), przebieranie się, nieudane próby otwarcia drzwi wyjściowych.
Problemy dodatkowe to częste odmawianie posiłków, a tylko w jedzeniu udaje się nam "sprzedać" lekarstwa. Na szczęście na ogół to tylko "dąsy", organizm jeszcze sygnalizuje łaknienie i w końcu Mama zjada.
Ale biedna jest bardzo. Często nas nie identyfikuje. Mnie to już chyba wcale ("jakiś chłop", "proszę pana"). Moja lepsza połowa, czyli córka rodzona Mamy, jest lepiej postrzegana, jako ktoś znajomy, ale nie zawsze bliski, niestety.
Biomentin Mama już zażywała, ale po konsultacjach z lekarzami odstawiliśmy, bo pojawiały się wymioty, o które był podejrzewany.
Biomentin może wrócić, jeśli aktualny mix nie da efektów. Harmonogram dochodzenia do dawek tego miksu to 4 tygodnie (zwiększanie tiapridalu co tydzień). Mija 5. dzień. Jest mniej agresji, co nie znaczy, że nie ma jej wcale. Stałe punkty programu, to te czynności stresujące: mycie (rzadkość, ale dziś się udało), przebieranie się, nieudane próby otwarcia drzwi wyjściowych.
Problemy dodatkowe to częste odmawianie posiłków, a tylko w jedzeniu udaje się nam "sprzedać" lekarstwa. Na szczęście na ogół to tylko "dąsy", organizm jeszcze sygnalizuje łaknienie i w końcu Mama zjada.
Ale biedna jest bardzo. Często nas nie identyfikuje. Mnie to już chyba wcale ("jakiś chłop", "proszę pana"). Moja lepsza połowa, czyli córka rodzona Mamy, jest lepiej postrzegana, jako ktoś znajomy, ale nie zawsze bliski, niestety.
Re: ataki agresji w chorobie Alzheimera
Macie jakieś stare zdjęcia? Np. dziadków (jej rodziców). Może ich będzie bardziej pamiętać niż osoby z późniejszego okresu jej życia.
Więcej informacji:
http://www.youtube.com/watch?v=dCp8mztMP8M
http://www.youtube.com/watch?v=dCp8mztMP8M
Re: ataki agresji w chorobie Alzheimera
A musi pamiętać? Moja mama też pod koniec mnie z siostrą myliła, też nawet do mnie się zwróciła "proszę pana" – ale nic nam to nie przeszkadzało. Na starość się wiele rzeczy zapomina, a tu już człowiek na wylocie więc odrzuca prawie wszystko. Dla niej jej rola społeczna na to życie już się skończyła. Ale dla nas nadal to był ten sam kochany człowiek, któremu trzeba było zapewnić to minimum wygody w miarę naszych możliwości. Przed starością i śmiercią mamy nie uchronię, to nie leży w ludzkich możliwościach, ale mogę zadbać, by miała sucho, wygodnie i ciepło i to minimum komfortu psychicznego z czyjejś współczującej obecności.
Skoro już nie pamięta osób ani domu, pewnie jest jej obojętnie, gdzie jest, myślę. Byle miejsce było wygodne i zaciszne, gdzie można w spokoju zasnąć albo umrzeć. I tu personel domu opieki był liczniejszy i bardziej kompetentny niż my same.
Skoro już nie pamięta osób ani domu, pewnie jest jej obojętnie, gdzie jest, myślę. Byle miejsce było wygodne i zaciszne, gdzie można w spokoju zasnąć albo umrzeć. I tu personel domu opieki był liczniejszy i bardziej kompetentny niż my same.
Re: ataki agresji w chorobie Alzheimera
U nas pomógł Ketrel. Dawka była olbrzymia 450 mg - oczywiście nie od razu, powoli do niej dochodziliśmy. Wyciszyła Babcię, nie było agresji. Wymiotów też nie było /inne leki niestety nie były dobrze tolerowane/. Na tej dawce byliśmy ok. 4 lat, potem zaczęliśmy zmniejszać. Doszliśmy do 100 mg.