Witam bardzo serdecznie Wszystkich
Jest tu sporo osób, które mnie zna (przynajmniej z pisania, z kilkoma osobami znam się osobiście ...) Ja zakończyłam swoją drogę wiele czasu temu (znaczy w 2009r.) Dla mnie temat zakończył się w gabinecie na terapii ... (min z powodu fobii - bo zamknięcie w 4 ścianach spowodowało fobie - paskudna przypadłość ...)
Przeczytałam wszystko co w tym temacie Napisaliście :
Z natury jestem praktykiem- czyli biorę na "żywca bez znieczulenia" bez zbędnego owijania w bawełnę ...
Miałam zaraz po ogromne kłopoty ... bo jak teraz żyć i tak naprawdę po jakiego grzyba walczyć o resztę lat które jeszcze muszę dosłownie muszę spędzić na tej ziemi - tak właśnie sądziłam zaraz po ...
Wiadomo, że każdy człowiek w chwili załamania musi przejść "fazę" płaczu i ucieczki przed życiem (u jednych to trwa chwilkę u innych lata...) ja długo nie umiem płakać nad sobą ... poza tym w którymś momencie doszłam do "ściany " i nie mogłam dłużej w tym tkwić ... Co zrobiłam, a raczej co się stało że zaczęłam coś ze sobą robić :
Hm, przez czysty przypadek rozmawiałam z opiekunem ( u Niego temat opieki trwa...) Człowiek, poświęcił mi swój czas .. przegadaliśmy kilka godzin... po prostu tak po ludzku Pozwolił mi się wygadać.... Mam ogromny szacunek do Niego i jestem wdzięczna tylko za to właśnie że Wysłuchał ...rzeczy, które nie nadają się na każde uszy...Dzięki tamtej rozmowie załapałam "Andzia - pora zająć się wreszcie sobą - nikomu skutecznie nie pomożesz jeśli sama tej pomocy potrzebujesz.. "
Tylko właśnie kłopot polegał na tym, że
1. wiedziałam iż tabletkami nic nie załatwię - bo to trochę równałoby się "pójdę zalać kłopoty - na moment zapomnę - przecież za przeproszeniem to prosta droga do uzależnienia " jak człowiek zacznie brać tabletki za już do końca życia będzie je brać .
2. szukanie dobrego terapeuty to jak szukanie igły w stogu siana .. za przeproszeniem. Trzeba tu wiedzieć że nie każdy terapeuta nadaje się na słuchacza tego typu doświadczeń ... jak śmierć .. co dopiero śmierć na raty ...
Kiedyś dawno temu ... w b. podbramkowej sytuacji wyciągnięto mnie za uszy w Centrum Praw Kobiet ..- bez tabletek ... Pomyślałam tam są tacy specjaliści że w razie czego powiedzą co z tym zrobić a w najgorszej sytuacji skierują w "dobre ręce"
No i zgłosiłam się ....
Przeżyłam bez znieczulenia opiekę i bez znieczulenia przeszłam terapię - to długi proces i na początku co chwilkę potykałam się o własne ograniczenia ..... Jak w jednym robiłam postęp to w innej sprawie cofałam się o lata świetlne ... Ale w chwilach zwątpienia siadałam i pisałam ... - po co ... żeby wyrzucić z siebie to co powoduje stres .., żal, ból ... Tak jak pisałam kiedyś o Mamci tak zaczęłam pisać o sobie samej ...
Wiecie , to trochę jest tak jak na człowieka zwali się za wiele i nie ma jak uciec ... człowiek po prostu zamyka się w sobie i zwyczajnie głupieje bo nie widzi ani światełka w tunelu ....
Pojęcie samej utraty kogoś bliskiego jest ogromną traumą ... co dopiero gdy człowiek patrzy na czyjąś śmierć i nijak nie może pomóc ... przecież to dotyczy nie tylko Alzheimera ... tu jest całe grono opiekunów chorych na inne śmiertelne choroby .... Cechą wspólną wszystkich jest niestety doświadczenie tego wszystkiego ...., i ogromny ból - psychiczny .
Ból fizyczny można zagłuszyć , lecz bólu psychicznego nijak nie idzie ... rozumieją to tylko Ci którzy choć raz doświadczyli tego rodzaju koszmarów...
W zeszłym roku dopiero podniosłam się z kolan ... teraz potrafię rozmawiać, nie mam objawów nerwicy, i pozbyłam się fobii ...
Teraz stan w jakim jestem przypomina pierwszoklasistę - ekscytacja , radość ale też odrobina niepokoju - bo wszystko na nowo odkrywam . "Niechcący " okazało się na terapii że poza doświadczeniem opiekuna mam inne "ciekawostki " skrywane w najgłębszych zakamarkach duszy ...
Dla mnie ta terapia oznaczała - naukę życia od początku ...
Jestem ta samą osobą ale wnętrze jakże inne ..., w teorii wszystko fajnie wygląda i daje zastrzyk optymizmu ... lecz cały czas muszę pamiętać teoretyczne wskazówki .... bo za nic w świecie nie chcę wracać w objęcia koszmarów...
W terapii najtrudniej jest zacząć mówić .. głośno o tym co człowiek czuje ..., walka z ograniczeniami to następny próg trudności , ale najtrudniej w tym wszystkim jest WYBACZYĆ SOBIE chwile słabości ..., POGODZIĆ SIĘ ZE SOBĄ SAMYM .....I DAĆ SOBIE SAMEMU SZANSĘ NA NORMALNE ŻYCIE !
To wszystko bardzo dużo mnie kosztowało a właściwie moją duszę ....
Teraz ogromna rana jaką miałam zabliźniła się , została we mnie ogromna pokora do życia i szacunek do innych ludzi i nadal można z mojej twarzy czytać jak z otwartej książki . Lecz teraz nie boję się ludzi - wiem, że człowiek nie szklanka i nie wiadomo co w nim siedzi - tylko teraz pamiętam o marginesie bezpieczeństwa ...
Wiem że to co napisałam na niewiele się Wam przyda - bo dobrego terapeutę znaleźć to prawdziwa sztuka ..., wiem, że ja choć raz miałam odrobinę szczęścia bo spotkałam na swojej drodze kilka osób bez których nie ruszyłabym z miejsca ..., - los po prostu uśmiechnął się do mnie
Na początku drogi - do zdrowienia - bardzo pomaga usiąść i zacząć pisać - wyrzucenie na papier tego co w duszy gra .. pozwala spojrzeć na wszystko z innej perspektywy ....
I jak zwykle - Ameryki nie odkryję - mówiąc - Rozmawiajcie , rozmawiajcie .. , wiem że Wielu z Was nie ma zwyczajnie do kogo buzi otworzyć ale tu na forum zawsze jest ktoś kto chętnie porozmawia - jak nie na samym forum to na PW.
OPIEKUNOWIE OBECNI I BYLI TO LUDZIE - OGROMNIE WARTOŚCIOWI Z RACJI WŁAŚNIE EMPATII I DUSZY - DLATEGO PROSZĘ WAS NIE PODDAWAJCIE SIĘ I WALCZCIE O SIEBIE........ RANY ZABLIŹNIĄ SIĘ - Z BLIZNAMI MOŻNA ŻYĆ Z OTWARTĄ RANĄ NIE .
OGROMNIE WSZYSTKIM DZIĘKUJE ŻE BYLI ZE MNĄ W TRUDNYCH CHWILACH , ŻE OKAZYWALI ZROZUMIENIE . DZIĘKUJĘ LOSOWI ŻE MOGŁAM WASZ POZNAĆ TO PRZYWRÓCIŁO MI WIARĘ - SĄ PEREŁKI DLA KTÓRYCH WARTO I TRZEBA ŻYĆ
PEREŁKI - TO WY......WASZE CUDOWNE DUSZYCZKI NIEPOWTARZALNE I JEDYNE W SWOIM RODZAJU
Pozdrawiam wszystkich Asia