Strona 3 z 4
Re: Depresja u opiekuna
: czwartek 26 gru 2013, 21:30
autor: Tomek
...a mniej światła to mniej wydzielanej serotoniny + produkcja melatoniny z serotoniny + mniejsza ekspozycja na promienie słoneczne i mniej witaminy D...
Re: Depresja u opiekuna
: czwartek 26 gru 2013, 22:38
autor: bogusia
Mnie najbardziej dobija bezsilność, niemoc. Brak możliwości przewidzenia,co mnie czeka następnego dnia. Wkurza mnie, jak jest zły dzień, że ten cholerny Alzheimer mnie pokonuje. Ale podobno człowiek robi plany, Pan Bóg się śmieje. A mnie się wydaje, że zapomina o chorych i opiekunach. Wyklucza nas z grona. Czuję się momentami, jak chomik w kołowrotku. Hi Hi rozczulam się nad sobą, a to jest wynik słabości. Nam nie wolno.
Re: Depresja u opiekuna
: czwartek 26 gru 2013, 22:52
autor: wigi
Ależ wolno, wolno... Nikt z nas nie jest cyborgiem...
Każdy ma chwile słabości...
Re: Depresja u opiekuna
: piątek 03 sty 2014, 21:47
autor: basia2
moja mama zmarła w zeszłym roku po 4 letniej chorobie. I tak naprawdę nic się nie skończyło. Ciągle dopadają mnie wyrzuty sumienia, z różnych powodów - zbyt częsty brak cierpliwości w 24-godzinnej opiece ( choć mam świadomość, że wyolbrzymiam sprawę ), za mało okazywania czułości, ciepła i zrozumienia, wreszcie to, że w tym dniu poszłam do pracy a ona umierała przy obcej osobie ( bardzo miła i ciepła opiekunka ) i tak naprawdę nawet się z nią nie pożegnałam. Dziś wiem jak bardzo ona wówczas była chora, ale wtedy nie zdawałam sobie z tego sprawy. Dlatego Kochani, proszę was - wytrwajcie - koniec choroby naszych podopiecznych będzie, ale my zostajemy i nasza choroba trwa nadal.
Re: Depresja u opiekuna
: czwartek 09 sty 2014, 22:53
autor: Anka
Mam doła. Tuż po świętach zmarł nagle mój Dziadek. Usiadł, zaczął się przewracać, złapałam Go, nie wyczułam pulsu, przystąpiłam do reanimacji i wezwałam pogotowie. Reanimacja nic nie dała. Na nic się nie skarżył i nie zauważyłam, by czuł się czy wyglądał gorzej. Cały czas się zastanawiam, co przegapiłam. Na co przy zajmowaniu się Babcią nie zwróciłam uwagi. I czuje się winna, że poświęcałam Mu mniej czasu niż Babci.
Re: Depresja u opiekuna
: piątek 10 sty 2014, 09:55
autor: Tomek
Aniu, napisałaś że dziadek na nic się nie skarżył i nic nie zauważyłaś i faktycznie w wielu przypadkach śmierć następuje nagle bez żadnych wcześniejszych objawów. Niestety niektórych rzeczy nie przeskoczymy i nie jesteśmy w stanie wszystkim pomóc i ich uratować, bo nie wszystko widać na zewnątrz. Nadeszła dziadka chwila ale nie ma tutaj żadnej Twojej winy, tym bardziej, że podjęłaś się reanimacji w sytuacji, w której wiele osób panikuje.
Re: Depresja u opiekuna
: sobota 11 sty 2014, 21:45
autor: Anka
Ale tak "na rozum" to ja to wiem, EKG Dziadka ostatnie z sierpnia było w normie dla wieku, ciśnienie też niskie. Tylko na uczucia to już nie...
Re: Depresja u opiekuna
: czwartek 30 sty 2014, 16:07
autor: Tonia
Wychodzę z depresji dzięki lekom, a przede wszystkim terapii behawioralno - poznawczej. Mama została umieszczona przez brata w świetnym domu opieki. Widujemy się z nią dwa - trzy razy w tygodniu. Już nie mogłam dłużej się nią zajmować, stanęłam przed ścianą. Mama nie chciała się myć, jeść, zażywać lekarstw. Nie chciała z nami mieszkać. Znienawidziła nas. Nie potrafiłam zatrzymać jej u siebie. I chociaż ciągle marzy o samodzielnym mieszkaniu, to jest zadowolona z pobytu w nowym miejscu. Smakuje jej jedzenie, nie ma problemu z tabletkami. Myje się wciąż z oporami. A samopoczucie? Różne, ale poziom agresji znacząco niższy!
Moi Drodzy! Nie warto walczyć z wiatrakami! Jeśli tylko mielibyście taką możliwość, żeby zapewnić Waszym chorym opiekę dobrych, chociaż obcych rąk - nie miejcie wyrzutów sumienia. Ja z powodu niemożności opiekowania się mamą sama się rozchorowałam. Dziś widzę świat z innej perspektywy. Nie płaczę, śpię, mogę jeść. Nie drążę nieustannie przeszłości. Ona minęła. Zamknęłam ją we wspomnieniu. Skupiam się na teraźniejszości, na nowych zadaniach. Myślę o przyszłości - a tego podczas siedmiu lat opieki nad mamą nie robiłam, ponieważ, jak sami wiecie, każdy dzień, każda godzina była nieprzewidywalna. Teraz jestem panią swojego czasu. Delektuję się tym faktem!
Oddania mamy do pensjonatu nie traktuję już jako porażki. Przecież nadal się nią opiekuję! Nasze relacje poprawiły się. Mama nie krzyczy na mnie, nie bije, po wielu latach mówi mi po imieniu, traktuje czasami jak córkę, a nie jako irytującą opiekunkę. Podczas niedzielnych obiadów w moim domu rozmawia ze mną i ...je ugotowane przeze mnie potrawy!
Bardzo pomogła mi terapia. Pięć godzin spotkań warte było poniesionych kosztów. Ale pani psychoterapeutka była czwartą osobą, do której udałam się po pomoc. Oby Wam udało się trafić od razu! Nie czekajcie, aż wpadniecie w czarną otchłań depresji. Poszukajcie swojego terapeuty już teraz!!!
pozdrawiam ciepło Tonia
Re: Depresja u opiekuna
: niedziela 02 lut 2014, 18:51
autor: tanganika
Miła Toniu, moje gratulacje, że odnalazłaś ratunek dla siebie i swoich najbliższych. Ja jestem na początku drogi, mam za sobą pierwszą wizytę u terapeuty. W moim życiu wszystko się posypało, a wielowątkowość moich problemów stanowi problem nawet dla psychoterapeuty. Trochę pomaga mi Parogen, ale już czuję, że to za mało.
Toniu, napisz mi na PW proszę, jaki ośrodek dla mamy wybrałaś, ja też rozglądam się za czymś na poziomie "cywilizacyjnym". Toniu, życzę Ci dużo zdrowia i jak najwięcej słońca każdego dnia

.
Re: Depresja u opiekuna
: piątek 28 lut 2014, 19:51
autor: Agnieszka 29
Witajcie
Czytam Was od dawien dawna. Opiekuję się piąty rok babcią zdiagnozowaną na otępienie z ciałami lewyego,podobno choć diagnoz było więcej ostatnia po pobycie w stolicy mswia oddział alzheimerowski. Babcia była dla mnie i jest jak matka dlatego bardzo mocno przeżywam jej chorobę, często mam wrażenie że dochodzę do ściany. Babcia jest w końcowym stadium choroby, nie mówi, leżąca, sadzana na siłę w fotelu wysokim, karmiona papkami, pojawiają się zachłyśnięcia podczas picia, podaję jej łyżeczką w odstępach czasowych. Ostatnio zalega jej wydzielina, radzi sobie i ją odkrztusza, przyjmowała dwa tygodnie temu antybiotyk i inhalacje do teraz ale są dni kiedy często kaszle, osłuchowo jest ok, oklepuję kilka razy dziennie. Kilka razy w tygodniu wpada rehabilitantka poćwiczyc z babcią. Często babcia podczas tych ćwiczeń śpi ....ostatnio tak głęboko spała że nawet ćwiczenia jej nie obudziły. jak ma śpiący dzień ciężko z jedzeniem i piciem.Pół dnia przesypia oczy ma otwarte od około 16 godz. Walczymy, bo nie chcę na razie narażać jej na kłucia i kroplówki. Ostatnio miewam różne nastroje spowodowane stanem zdrowia babci, martwi mnie jej powolne odchodzenie oraz to że może mnie przy niej nie być gdyż pracuję, codziennie się zamartwiam, ostatnio miałam wolne od pracy i mój stan psychiczny również się pogorszył, na nic nie mam siły a dodatkowo rozkładają mnie infekcje górnych dróg oddechowych, boje się wtedy o babcię.że ją zarażę jakimś paskudztwem...wstaje średnio 3-4 razy w nocy i mierze jej temperature, rano odwożę młodego do przedszkola- mam syna:-), ciężko mi oczy otworzyć rano otworzyć.....na zabawy z małym czasu brak....oczywiście nie jestem z tym wszystkim sama, mam pomoc ale mimo wszystko psychicznie jest coraz gorzej, babcia coraz częściej postękuje zwłaszcza po posiłkach, potem wycisza się, podaje sporadycznie espumisan, środki przeciwbólowe, boje się jej cierpienia i tego że ja tego nie dam rady przejść....może jestem egoistką ale nie potrafię radzić sobie z chorym w sytuacjach kiedy jęczy, odczuwa ból,nie potrafię być z chorym, zamykam się w swoim świecie .....nie wiem jak jej pomóc, jestem wtedy na wszystkich zła
chciała bym jeszcze być szczęśliwa i poczuć spokój, chciałabym też żeby babcia była zdrowa!
