Re: Prababcia chora na Alzheimera - bezradna prawnuczka
: czwartek 27 paź 2016, 14:20
Witam,
Dawno mnie nie było....
Przez ten czas wiele się wydarzyło, walczyłam o babcie i powiem wam, że działania przyniosły skutki.
Jadziunia z osoby prawie leżącej bez kontaktu, nie mówiącej, nie jedzącej wycieńczonej osoby, stała się energiczną, rozgadaną (co prawda nie wszystko da się zrozumieć), uśmiechniętą, o wielkim apetycie osóbką. Ciągle się uśmiechnięta, znowu zaczęła chodzić (racja dłuższe spacery tylko na wózku), zaczyna sama jeść, żartuje, wygłupia się, nawet czasami powie moje imie, a wita mnie zawsze stwierdzeniem : "o przyszła moja kochana córcia" i odrazu mnie przytula i całuje. Jedyne czego nie udało się opanować to ciągłe wydawanie z siebie dziwnych odgłosów i załatwianie się pod siebie, ale jak widzę jej uśmiech to nawet przewijanie nie jest straszne.
Naprawdę czasami warto przeciwstawić się wszystkim, nawet opiekunkom i oddziałowym z ośrodka, robić coś co wskazuje serce, i próbować walczyć.
Ja gdy widziałam, że babcia jest wykończona, zaczęłam podawać jej nutridrinki, chociaż zdaniem innych narazie nie było potrzeby, włączyłam do leków apetizer, a gdy babcia przestała pic i zaczęła mieć okropne rozwolnienie to podawałam jej napoje izotoniczne - które zdaniem opiekunek mogły zabić babcie - odrazu podkreślam ze nie energetyczne tylko izotoniczne, po kilku tygodniach nabrała takiej siły, że przypomina moją Jadziunie, i widzę radość w jej oczach a nie ból i smutek.
Nie wiem czy moje postępowanie było dobre, ale wiem, że przyniosło skutki.
Pozdrawiam wszystkich i biegnę do Jadziuni spędzić z nią miłe popołudnie:)
Dawno mnie nie było....
Przez ten czas wiele się wydarzyło, walczyłam o babcie i powiem wam, że działania przyniosły skutki.
Jadziunia z osoby prawie leżącej bez kontaktu, nie mówiącej, nie jedzącej wycieńczonej osoby, stała się energiczną, rozgadaną (co prawda nie wszystko da się zrozumieć), uśmiechniętą, o wielkim apetycie osóbką. Ciągle się uśmiechnięta, znowu zaczęła chodzić (racja dłuższe spacery tylko na wózku), zaczyna sama jeść, żartuje, wygłupia się, nawet czasami powie moje imie, a wita mnie zawsze stwierdzeniem : "o przyszła moja kochana córcia" i odrazu mnie przytula i całuje. Jedyne czego nie udało się opanować to ciągłe wydawanie z siebie dziwnych odgłosów i załatwianie się pod siebie, ale jak widzę jej uśmiech to nawet przewijanie nie jest straszne.
Naprawdę czasami warto przeciwstawić się wszystkim, nawet opiekunkom i oddziałowym z ośrodka, robić coś co wskazuje serce, i próbować walczyć.
Ja gdy widziałam, że babcia jest wykończona, zaczęłam podawać jej nutridrinki, chociaż zdaniem innych narazie nie było potrzeby, włączyłam do leków apetizer, a gdy babcia przestała pic i zaczęła mieć okropne rozwolnienie to podawałam jej napoje izotoniczne - które zdaniem opiekunek mogły zabić babcie - odrazu podkreślam ze nie energetyczne tylko izotoniczne, po kilku tygodniach nabrała takiej siły, że przypomina moją Jadziunie, i widzę radość w jej oczach a nie ból i smutek.
Nie wiem czy moje postępowanie było dobre, ale wiem, że przyniosło skutki.
Pozdrawiam wszystkich i biegnę do Jadziuni spędzić z nią miłe popołudnie:)