Na co możemy mieć wpływ?
: środa 04 lip 2012, 15:55
Mama , lat 78. Diagnoza w roku 2009, choć pierwsze objawy kilka lat wcześniej, ale długo nie chciała przyjąć do wiadomości, że coś jest nie tak i odwiedzić właściwego lekarza. W młodości zmagałam się z poczuciem bezradności wobec alkoholizmu taty, który w końcu umarł kiedy miałam 28 lat. Był wspaniałym, inteligentnym i dobrym człowiekiem , ale okazał się za słaby żeby wyjść z choroby. Wtedy sądziłam, ze nie można czuć się bardziej bezsilnym. A jednak można. Z mamą nigdy nie miałam bliskich relacji, nie miała cierpliwości do dzieci, ani w ogóle cierpliwości i tolerancji dla świata, koncentrowała się na swojej karierze, potem choroba taty przesłoniła pól świata, drugie pół dalsza kariera i ładne przedmioty, które namiętnie kupowała. Przez ostatnie dwa lata przeszła dwie operacje, po każdej z nich następowała kolejna dekompozycja kojarzenia i pamięci. Teraz doszły urojenia dotyczące zarówno przeinaczania przeszłości, jak i wymyślanych zagrożeń w teraźniejszości, najczęściej dotyczących mnie. Zaczęło się od oskarżeń o okradanie, a teraz o moją chęć "zakatrupienia" jej. Krzyczy, płacze i grozi, że się zabije. Psychiatra nie ma dla mnie nic poza próbą zmiany leków, no bo cóż mógłby mieć. Mama mieszka w swoim mieszkaniu, zatrudniłam opiekunkę, która jest u niej 6-7 godzin dziennie, ja wpadam 1-2 razy w tygodniu wieczorem, zabieram w każdą niedziele do siebie. Stan pogarsza się na tyle, że powoli staje się uciążliwa dla sąsiadów obarczając ich swoimi urojeniami. Stanęłam w obliczu decyzji czy mam ją zabrać do siebie i próbuję sobie wyobrazić jak będziemy z tym żyć. Szukam wszelkich wskazówek jak się zachowywać, aby ją jakoś wyciszyć .
Czy nasze zachowanie może mieć jakiś realny wpływ na nią? Psychiatra na przykład twierdzi, że nie powinnam przyznawać jej racji w kwestiach tak fundamentalnych jak okradanie, czy planowanie jej śmierci, bo to "da przyzwolenie" na dalsze oskarżenia.
Jakie macie doświadczenia?
Czy nasze zachowanie może mieć jakiś realny wpływ na nią? Psychiatra na przykład twierdzi, że nie powinnam przyznawać jej racji w kwestiach tak fundamentalnych jak okradanie, czy planowanie jej śmierci, bo to "da przyzwolenie" na dalsze oskarżenia.
Jakie macie doświadczenia?