Mój podwójny kłopot - teraz już pojedynczy....
: wtorek 14 lut 2012, 18:55
Witam po przerwie,
Pod koniec 2010 roku trafiłam na stare forum, znalazłam się w potrzasku, przynajmniej tak się czułam z mojego punktu widzenia. Pod opieką miałam ciężko chorą na serce mamę lat 88 i jej siostrę lat 90. Ciocia złamała w lutym tamtego roku nogę i po pobycie w szpitalu a w trakcie rehabilitacji pojawiły się pierwsze objawy, a wkrótce potem zdiagnozowano u niej chorobę Alzheimera. Były wcześniej sygnały, że coś się z nią dzieje, jednak niewiedza i niechęć cioci do lekarzy spowodowała zbagatelizowanie problemu i nadejście tej strasznej choroby.
Ciocia mieszkała sama, u nas - bo mieszkam z mamą - bywała raz na tydzień, albo rzadziej.
Do domu nie mogłam jej zabrać, mam małe mieszkanie, nie miałabym miejsca nawet na dodatkowe łóżko, nie wspominając o oddzielnym pokoju, ponadto mama musiała mieć spokój, nie wolno jej się denerwować z uwagi na jej stan zdrowia.
Gdy wróciła ze szpitala do domu, do siebie - zorganizowałam jej opiekunkę, jednak choroba postępowała szybko, ciocia wędrowała w nocy, chciała wychodzić z domu na bal, gdy opiekunka ją powstrzymywała, była agresywna, opiekunka w nocy barykadowała się w pokoju, ale i tak nie było mowy o spaniu. W końcu zrezygnowała.
Wtedy dyskutowałam tu z Wami i mimo większości rad, że powinnam ciocię trzymać jak najdłużej w domu - zmuszona byłam oddać ją do domu opieki. Do tej pory tam przebywa, kłopotów nie ubyło, bo mimo że opieka jest tam względnie dobra, to jednak muszę tam często jeździć, problem jest gdy nie chce lub nie może sama jeść, gdy na przykład tak jak ostatnio przewróciła się, bo próbuje uciekać się z tego domu i jest w tym niezwykle pomysłowa.
Gdy był z nią jeszcze jako taki kontakt, była zadowolona z pobytu, miała tam kilka zaprzyjaźnionych pań, dobrą opiekę, bo dodatkowo zorganizowałam panią, która przyjeżdżała do cioci trzy razy w tygodniu, teraz gdy kontakt z ciocią jest prawie żaden, przyjeżdża dwa razy. Zabiera pranie, przeprowadzi drobne zabiegi pielęgnacyjne.
I tak moje życie toczyło się między mamą, ta na szczęście była w dobrej kondycji umysłowej, no i ciocią, jej sprawami, mnóstwem spraw urzędowych, bo już 11 lat toczy się sprawa spadkowa po śmierci jej męża, który miał dzieci z pierwszego małżeństwa. Kłopotem jest cioci mieszkanie, nie można go sprzedać - bo sprawa spadkowa. A tu dach się wali, wymieniają rury, albo inne remonty, albo trzeba pojechać bo biegły będzie wyceniać ruchomości domowe.
Nie przypuszczałam jednak, że los tak szybko zgotuje mi coś gorszego niż dramat.
Od dwóch tygodni moja mama zaczęła mieć zaburzenia pamięci. Podejrzewam także, że przedawkowała leki, które przyjmowała na serce (w lutym ub. roku wydajność mamy serca określono na 30%), co spowodowało poważny spadek ciśnienia, a leczy się na nadciśnienie, które jest w jej przypadku szczególnie groźne, bo ma tętniaki.
Ma zaburzenia pamięci krótkiej, nie pamięta rzeczy które zdarzyły się 5 - 10 minut temu. Leki zabrałam i sama je jej podaję, oczywiście leki na dolegliwości kardiologiczne. Ostatnio - 22 grudnia i 9 stycznia byłam z mamą u jej lekarki, stwierdziła, że w jej kondycji zdrowotnej musiało dojść do takiej sytuacji i dała mi skierowanie do poradni alzheimerowskiej. Mama jest już pozbawiona emocji, dużo śpi, jest apatyczna i otumaniona.
Przetarte ścieżki w związku z chorobą cioci, niestety musiałam ją diagnozować i leczyć prywatnie, spowodowały, że 28 stycznia mama będzie miała robioną tomografię głowy i niezbędne badania diagnostyczne.
Ciocia miała na szczęście nieco oszczędności, jednak wszystko zostało wydane na jej leczenie i pobyt w domu opieki. Nawiasem mówiąc urzędniczka z banku wyprowadziła z cioci konta ogromną sumę pieniędzy, obecnie toczy się w banku postępowanie w tej sprawie, bo okradła nie tylko ciocię, ale kiedy sprawa się zakończy - nikt tego nie wie.
Stanęłam w obliczu podwójnego dramatu. Zostałam sama z dwoma chorymi bliskimi mi osobami. Mama w kwietniu skończy 90 lat, ciocia ma obecnie lat 92.
Mam 64 lata, jestem na emeryturze, założyłam małą jednoosobową firmę żeby dorobić do emerytury. Raz w tygodniu mam 5 godzinny dyżur w pewnej fundacji i raz w miesiącu muszę jeździć do mojego klienta poza Warszawę.
Jak teraz żyć? Nie wiem, nie mogę spać, żadne środki uspokajające nie poprawiają mojej kondycji.
W domu mam zwierzaki, one są moim jedynym pocieszeniem w tym szarym życiu, boję się i o nie. Rozsądnie byłoby je oddać komuś, ale tego chyba nie przeżyję.
Czuję, że tonę. Nie wiem jak ja mam żyć....
Czuję, że tonę w gąszczu tych kłopotów.
Pod koniec 2010 roku trafiłam na stare forum, znalazłam się w potrzasku, przynajmniej tak się czułam z mojego punktu widzenia. Pod opieką miałam ciężko chorą na serce mamę lat 88 i jej siostrę lat 90. Ciocia złamała w lutym tamtego roku nogę i po pobycie w szpitalu a w trakcie rehabilitacji pojawiły się pierwsze objawy, a wkrótce potem zdiagnozowano u niej chorobę Alzheimera. Były wcześniej sygnały, że coś się z nią dzieje, jednak niewiedza i niechęć cioci do lekarzy spowodowała zbagatelizowanie problemu i nadejście tej strasznej choroby.
Ciocia mieszkała sama, u nas - bo mieszkam z mamą - bywała raz na tydzień, albo rzadziej.
Do domu nie mogłam jej zabrać, mam małe mieszkanie, nie miałabym miejsca nawet na dodatkowe łóżko, nie wspominając o oddzielnym pokoju, ponadto mama musiała mieć spokój, nie wolno jej się denerwować z uwagi na jej stan zdrowia.
Gdy wróciła ze szpitala do domu, do siebie - zorganizowałam jej opiekunkę, jednak choroba postępowała szybko, ciocia wędrowała w nocy, chciała wychodzić z domu na bal, gdy opiekunka ją powstrzymywała, była agresywna, opiekunka w nocy barykadowała się w pokoju, ale i tak nie było mowy o spaniu. W końcu zrezygnowała.
Wtedy dyskutowałam tu z Wami i mimo większości rad, że powinnam ciocię trzymać jak najdłużej w domu - zmuszona byłam oddać ją do domu opieki. Do tej pory tam przebywa, kłopotów nie ubyło, bo mimo że opieka jest tam względnie dobra, to jednak muszę tam często jeździć, problem jest gdy nie chce lub nie może sama jeść, gdy na przykład tak jak ostatnio przewróciła się, bo próbuje uciekać się z tego domu i jest w tym niezwykle pomysłowa.
Gdy był z nią jeszcze jako taki kontakt, była zadowolona z pobytu, miała tam kilka zaprzyjaźnionych pań, dobrą opiekę, bo dodatkowo zorganizowałam panią, która przyjeżdżała do cioci trzy razy w tygodniu, teraz gdy kontakt z ciocią jest prawie żaden, przyjeżdża dwa razy. Zabiera pranie, przeprowadzi drobne zabiegi pielęgnacyjne.
I tak moje życie toczyło się między mamą, ta na szczęście była w dobrej kondycji umysłowej, no i ciocią, jej sprawami, mnóstwem spraw urzędowych, bo już 11 lat toczy się sprawa spadkowa po śmierci jej męża, który miał dzieci z pierwszego małżeństwa. Kłopotem jest cioci mieszkanie, nie można go sprzedać - bo sprawa spadkowa. A tu dach się wali, wymieniają rury, albo inne remonty, albo trzeba pojechać bo biegły będzie wyceniać ruchomości domowe.
Nie przypuszczałam jednak, że los tak szybko zgotuje mi coś gorszego niż dramat.
Od dwóch tygodni moja mama zaczęła mieć zaburzenia pamięci. Podejrzewam także, że przedawkowała leki, które przyjmowała na serce (w lutym ub. roku wydajność mamy serca określono na 30%), co spowodowało poważny spadek ciśnienia, a leczy się na nadciśnienie, które jest w jej przypadku szczególnie groźne, bo ma tętniaki.
Ma zaburzenia pamięci krótkiej, nie pamięta rzeczy które zdarzyły się 5 - 10 minut temu. Leki zabrałam i sama je jej podaję, oczywiście leki na dolegliwości kardiologiczne. Ostatnio - 22 grudnia i 9 stycznia byłam z mamą u jej lekarki, stwierdziła, że w jej kondycji zdrowotnej musiało dojść do takiej sytuacji i dała mi skierowanie do poradni alzheimerowskiej. Mama jest już pozbawiona emocji, dużo śpi, jest apatyczna i otumaniona.
Przetarte ścieżki w związku z chorobą cioci, niestety musiałam ją diagnozować i leczyć prywatnie, spowodowały, że 28 stycznia mama będzie miała robioną tomografię głowy i niezbędne badania diagnostyczne.
Ciocia miała na szczęście nieco oszczędności, jednak wszystko zostało wydane na jej leczenie i pobyt w domu opieki. Nawiasem mówiąc urzędniczka z banku wyprowadziła z cioci konta ogromną sumę pieniędzy, obecnie toczy się w banku postępowanie w tej sprawie, bo okradła nie tylko ciocię, ale kiedy sprawa się zakończy - nikt tego nie wie.
Stanęłam w obliczu podwójnego dramatu. Zostałam sama z dwoma chorymi bliskimi mi osobami. Mama w kwietniu skończy 90 lat, ciocia ma obecnie lat 92.
Mam 64 lata, jestem na emeryturze, założyłam małą jednoosobową firmę żeby dorobić do emerytury. Raz w tygodniu mam 5 godzinny dyżur w pewnej fundacji i raz w miesiącu muszę jeździć do mojego klienta poza Warszawę.
Jak teraz żyć? Nie wiem, nie mogę spać, żadne środki uspokajające nie poprawiają mojej kondycji.
W domu mam zwierzaki, one są moim jedynym pocieszeniem w tym szarym życiu, boję się i o nie. Rozsądnie byłoby je oddać komuś, ale tego chyba nie przeżyję.
Czuję, że tonę. Nie wiem jak ja mam żyć....
Czuję, że tonę w gąszczu tych kłopotów.