Zacznę może na początku o sobie, jestem młodą osobą, mam 20 lat, studiuje i do tej pory starałam się prowadzić normalny tryb życia na tyle na ile było to w ogóle możliwe. Nigdy nie sądziłam, że taka choroba przyniesie mi (mojej rodzinie) tyle nerw, ciepnienia, łez .
Moja babcia była normalną starszą 75letnią kobietą, nigdy nie robiącą problemów, można było z nią konie kraść i zawsze stawała po naszej stronie (stronie wnuczków) kiedy trzeba było bronić nas przed krzykiem rodziców bo coś nabroiliśmy. Jednak po śmierci mojego dziadka wszystko się pozmieniało. Dziadek nie żyje już rok, od tamtej pory ten koszmar się zaczął. Jeszcze na samym początku nie dało się zauważyć jak szybko ta choroba postępuje u babci, zaczęły się małe utraty pamięci, zapominała gdzie co położyła, czy do nas dzwoniła (babcia mieszka od na 120km ), czy coś jadła. Po śmierci dziadka chcielismy zabrać ją do siebie, aby mieć ją blisko i móc się nią opiekować, jednak ona zapewniała nas, że da sobie tam radę i nie boi się zostać tam sama (babcia jeszcze kontaktuje, dlatego nie baliśmy się zostawić jej tam samej). W tym roku, na początku października zabraliśmy babcie do siebie, aby nie zostawała tam sama na zimę i żeby lepiej się nią zająć, zeby nie załapała żadnego przeziębienia. I od tego momentu zaczął się ogromny koszmar, babcia zapomina co gdzie położyła, dlaczego u nas jest, zapomina co robiła dosłownie 5 minut temu, rozmawiając ze mną opowiada mi o czymś, a za chwilę mówi zupełnie coś innego np. Mówi mi, żebym tyle nie jadła bo jestem bardzo gruba, i brzydka , a po 5 minutach mówi abym coś zjadła bo bardzo mizernie wyglądam. Już przywykłam do takich rzeczy i nawet nie biorę ich do siebie, bo wiem, że babcia tak naprawdę nie wie co mówi. Od tygodnia, babcia zaczęła zachowywać się bardzo agresywnie, wszczyna kłótnie, awantury, przeklina. A na drugi dzien jakby nigdy nic się nie stało. Do pewnego czasu takie awantury zdarzały się 2 lub 3 razy w miesiącu, teraz jest to na porządku dziennym od momentu kiedy wstanie. Wszystkich nas już to przerasta, a najbardziej mojego tatę, ponieważ na nim się to wszystko odbija i to na nim babcia wyładowuje swoje napięcia (tata ma chore serce i jest po ablacji). Babcia ciągle powtarza tacie, że nikt się nią tutaj nie interesuje, że każdemu przeszkadza, a przecież Wszyscy robimy wszystko aby było jej tutaj dobrze, dbamy o nią, aby zawsze coś zjadła, nigdy nie była głodna, aby wzięla leki, rozmawamy z nią, a ona mówi nam takie rzeczy.. Ostatnio nawet zagroziła tacie, że się otruje, bo my wpędzimy ją żwycem do grobu. Boje się, że sama przez ten koszmar mogę nabawić się jakiejś nerwicy. Ciągle powtarzam sobie, że musze być silna i cierpliwa, ale kiedy słyszy się codziennie te same rzeczy i te same kłótnie człowiek traci czasem kontrole i sam zaczyna krzyczeć bo ma już tego wszystkiego dość. Proszę Was w imieniu swoim i moich rodziców abyście dali nam jakieś rady, jak możemy przetrwać ten trudny okres, bo wszystkim nam brak już sił, przez to wszystko rodzice coraz częściej się kłócą i przestają ze sobą w ogóle rozmawiać. To wszystko odbija się na więzach naszej rodziny, dlatego ten problem dotyczy także nas. Bardzo proszę Was o pomoc i jakiekolwiek wsparcie dobrym słowem