Tomek pisze:Wigi ma dobre intencje, więc Mario nie odbierz tego tak negatywnie. Faktycznie leki do danych przypadków nie zawsze są odpowiednio dopasowane i ja też podejmowałem nie raz decyzję o odstawieniu danego leku. Z Exelonem i lekami tego typu jest tak jak z tymi probiotykami, o których wspominałem. Niektórzy lekarze nie potrafią sobie wyobrazić, że ich działanie może być negatywne. To tak jak mówiłem, w dużej mierze jest tak przez firmy farmaceutyczne, które urządzają seminaria, szkolenia, sympozja itp.
Wracając do Twojej mamy, może jednak się okazać, że to Exelon przyniósł skutki uboczne ale Donepezil działałby pozytywnie. U Twojej mamy wspomniałaś głównie o problemach z pamięcią krótkotrwałą i długotrwałą, osłabieniu, problemach z sercem. Być może był tam też jakiś epizod z niedotlenieniem i to on był po części winowajcą... albo niedotlenienie ze względu na pracę serca cały czas występuje? Tylko pytanie co tak naprawdę wykazała tomografia komputerowa? Proponowałbym wybrać się do innego neurologa z prośbą o skomentowanie wyników tomografii. Potrzebowałabyś płytki ze zdjęciami.
Trudno, zeby wyrzuty , zarzuty i podejrzenia w przypadku, gdy odstawienie lekarstw jest weryfikowane już przez 4 lata i to z pozytywnym skutkiem, brac za dobre intencje. W takim przypadku te dobre intencje wyglądają bardziej jak jakieś pretensje, że odstawiając lekarstwa udało mi sie uchronic swoją mamę przed jeszcze większym kalectwem, a może i przed szybszą śmiercią.
I lekarze pewnie nie liczą się negatywnym działaniem leku, jeżeli ten lek rutynowo przypisywany jest przy tego typu chorobie. Mogą sie jedynie liczyc ze skutkami ubocznymi jego działania,a niestety postępującą chorobę w przypadku zazywania tych leków nie można zaliczyć do tych skutków ubocznych tym bardziej, że taki stan jest normą przy ich przyjmowaniu.
Kierowanie sie sympozjami, szkoleniami czy seminariami mogło by miec wpływ na lekarza przy doborze leku, ale nie w przypadku rozpoznania chroby. Mylne rozpoznanie choroby to on jednak bierze na swoje konto jako swojego błędu lekarskiego. Ale po rocznej, może półrocznej przerwie czyniłysmy próby podawania innych, ostatnio Axury. I być może to eksperymentowanie na mojej mamie przyczyniło do problemów z sercem, których wczesniej nie miała. Oczywiście oprócz tego niedotlennego epizodeciku, który wystąpił cztery lata temu na skutek przyjmowania leków.
I naprawde trudno dopatrywac się jakichś niedotlenień, które mogłyby byc winowajcą otępienia u mojej mamy, gdyz do tych niedotleniem musiało by dochodzić nieobjawowo , a dopiero uwidaczniał by się ich skutek, czyli wszelkie zaburzenia z pamięcią, z orientacją w czasie i przestrzeni, które zachodziły stopniowo, a pierwsze dały sie już zauważyc w 2004 roku. Wczesńiej mogło dochodzic do jakichś małych ogniskowych zmian, które w trakcie życia zdarzają sie niejednemu dorosłemu człowiekowi. Ale w trakcie przyjmowania leków, jak i dwa lata po zaprzestaniu ich przyjmowania nie miała żadnych zawrotów, migotania przed oczami, duszności, upadków. Poza tym bardzo mało prawdopodobne sie wydaje, zeby jakies drobne incydenty niedotlenienia az do tego stopnia wpłynęły na otępienie mojej mamy, gdy tym czasem duzo gorsze stany wynikające z niedotlenienia czy z niedokrwienia, jakie znam, nie potrafiły doprowadzić az do takich spustoszen w mózgu, tylko te osoby samodzielnie funkcjonują. Tak jak i przypadku mojej mamy, takie drobne epizodziki jakie pojawiały sie w ubiegłym raku czy w tym, nie wpłynęły tak znacznie na pogorszenie jej funkcjonowania.
Ale tez nie jest powiedziane czy te leki w jakimś stopniu nie przyczyniają do wzrostu cisnienia tętniczego, jego spadków, a tym samym róznych zmian naczyniopochodnych.
I co tak naprawdę interesowało by Cię w tografii komputerowej głowy mojej mamy? Po jej zrobieniu na wiosnę jeszcze nie byłam u lekarza, także jej werdyktu jeszcze nie znam. Ale jakby co, znacznego stopnia zaniki korowo-podkorowe są.
wigi pisze:
Nie jestem ekspertem. Nikt na tym forum (póki co) nie jest lekarzem. I dlatego nie można na tym forum pochwalać samowolnego (bez konsultacji z lekarzem) podawania czy zaprzestawania podawania leków.
Zresztą, nawet gdyby był tu jakiś lekarz to przecież nie podjąłby się diagnozowania przez internet (sic)!
Z drugiej strony, wielokrotnie na tym forum było podkreślane, że chorym na ch. Alzheimera (ogólnie na otępienie) powinien zajmować się specjalista w tej dziedzinie. Niestety, nie każdy neurolog (a cóż dopiero psychiatra) zna się na chorobach otępiennych, dlatego nieraz specjalisty trzeba szukać.
Poza tym trzeba pamiętać o tym, że chorobę Alzheimera można na 100% zdiagnozować dopiero po śmierci chorego wykonując badanie mózgu.
No i trzeba pamiętać o tym, że (póki co) żaden lek stosowany w ch. Alzheimera tej choroby nie leczy. Leki te głównie łagodzą objawy tej choroby (w różnym stopniu u różnych chorych)
Wigi skąd tak naprawde możesz wiedziec, kto jest kim na tym forum, i jaki jest jego prawdziwy interes, żeby na nim być? Ale mnie obecnosć lekarza wcale by nie przeszkadzała, jesli tylko można by było rzeczowo z nim porozmawiać, a nie na siłę uznawać jego autorytet lekarski.
I w obecnej sytuacji, takie ganienie mnie przestaje miec najmniejszy sens. Co innego by było, gdyby się okazało, że swoją decyzją zaszkodziłam swojej mamie, ale nie w przypadku, gdy juz przez okres 4 lat otrzymuję pozytywne efekty tej decyzji.
Do tego mówimy o odstawieniu leku objawowego, który nie leczy choroby, ani nie likwiduje jej przyczyn. Także jego działanie , oprócz dodatkowego trucia organizmu może być żadne. A to że tylko niektórym w bardzo nielicznych przypadkach wydaje sie, że chwilowo trochę ulega poprawie stan chorego nie staje sie żadnym potwierdzeniem skutecznosci jego przyjmowania.
I w takim przypadku odstawienie takiego leku, może nie pociągac za sobą żadnych skutków negatywnych, tak jak i w przypadku jego zażywania nie daje sie odczuc żadnych korzyści.A wrecz przeciwnie można jeszcze zyskać, bo nie chce mi sie wierzyć, żeby te leki nie miały działania tak jak wiele innych na rózne przewlekłe schorzenia, że na jedno pomagają, a na inne szkodzą.
Do działania takiego leku mozna przyrównac środki przeciwbólowe, że pomagają tylko tymczasowo, ale nie zlikwidują przyczyny bólu, a zdając sie tylko na nie można doprowadzic do jeszcze głębszego stanu chorobowego.
I to jest mój wybór czy ja sie decyduje uśmierzać ból w chorobie czy tez chce go znosic. Ale na pewno jak odejmę przyczynę bólu, to i ten środek przeciwbólowy nie będzie mi potrzebny. A nie to, żeby miała czekac na pozwolenie lekarza czy mogę zaniechać jego brania.
Inna sprawa. Jeśli w przypadku mojej mamy zaszła tylko pomyłka w diagnozie, a co może miec miejsce w bardzo wielu przypadkach tak zdiagnozowanych, to niestety ale rezygnując z podawania leków, które być może niepotrzebnie bierze, na chorobę, której byc może nie ma, to swoją decyzja zaoszczedziłam tylko cierpienia jej, sobie i całej rodzinie.
A lekarz może byc isc w zaparte przekonany święcie o swojej nieomylnosci, albo tez może byc świadom swojej pomyłki, ale tez niekoniecznie może chcieć się do niej przyznac.
W sumie chodziłam ze swoją mamą do psychiatry uchodzącego za tego lepszego w mieście, a jest ich dwóch. Od pobytu mamy w szpitalu chodzę tez za uchodzącego za najlepszego, neurologa , a jest ich zaledwie kilku. Także z niejednym przypadkiem chorobowym sie spotkali. A przy takim szukaniu gdzies dalej też nie wiadomo co sie znajdzie. Juz miałam okazje sie przekonac, że nasz miejscowy lekarz neurolog wydał bardziej trafną diagnoze na dolegliwosć niz profesor, ktory przypisał takie leki, że osoba je zazywająca po trzech dniach ich przyjmowania nie była w stanie podniesc z sie z łóżka, a co dopiero mówic o kontaktowaniu sie z nim czy może je odstawic.I pewnie jakby ich nie odstawiła tylko dalej zazywała, to już dawno gryzłaby ziemię.