wigi pisze:
No i bardzo źle zrobiłaś. Rozumiem, że postąpiłaś tak bez żadnej konsultacji z lekarzem? I od tej pory nie konsultujesz Mamy u żadnego neurologa?
Z jakiego powodu Twoja Mama trafiła do szpitala?
W przebiegu ch. Alzheimera, jeśli chory zachoruje na inną chorobę bardzo często się zdarza, że następuje pogorszenie stanu chorego. Również bardzo często się tak dzieje, jeśli chory na Alzheimera trafi do szpitala.
Moja Mama od 3 lat bierze Exelon w plastrach 9,5 mh/24h. Najpierw przez miesiąc miała przylepiane plastry 4,6 mg/ 24 h. Po kilku miesiącach brania Exelonu rozchorowała się poważnie na serce. Z dnia na dzień z osoby chodzącej, mówiącej... stała się osobą leżącą, bez kontaktu. W szpitalu spędziła 3 tygodnie. Wypisano ją w takim właśnie stanie, jako osobę leżącą, którą trzeba było karmić, zmieniać jej pieluchy, myć itp. Kontakt z Mamą był właściwie zerowy, Mama nic nie mówiła. Tyle tylko, że posadzona na łóżku przez chwilę siedziała sama. Ja cały czas naklejałam Mamie plastry Exelon. Internista uważał, że w takim stanie jest to niepotrzebne, ale neurolog uznał, że nie można przerywać podawania tych plastrów. No i Mama powolutku zaczęła wracać do stanu sprzed choroby. Teraz chodzi sobie po mieszkaniu i na spacery. Chodzi sama do ubikacji, sama się myje, ubierze się, sama je. Mówi. Jest spokojna, pogodna, często się uśmiecha. Mama trochę czyta - duże litery. Podpisze się. Wróciła całkiem do swojego stanu sprzed tej choroby i póki co, to się nie zmienia.
Ja cały czas przylepiam Mamie plastry Exelon i będę to robić nadal.
Strofujesz mnie, jakbyś była jakims ekspertem w tej dziedzinie, a nie tylko opiekunem. Ale specjaliści tez sie mylą.Do tego, jakbym swoja mamę naraziła na jakies wielkie niebezpieczenstwo, a jego skutki dawały sie odczuwac przez te wszystkie lata.Ale nic takiego nie ma miejsca.
Nie załuję swojej decyzji. Uwazam, ze była to najwłasciwszą decyzją, jaką mogłam podjąć w zaistniałej sytuacji. I gdybym jeszcze raz stanęła przed takim wyborem, nie zawahałabym sie ani na moment.
Odstawienie Exelonu, jak do tej pory, odbyło sie z pożytkiem dla mojej mamy, dla mnie jako jej opiekuna, a także dla całej rodziny, która moze swoją mamę i babcię oglądać w duzo lepszym stanie.Kazde z nas dostrzega w tej decyzji, która w sumie wynikła przez zwykły przypadek takie szczęscie w nieszczęsciu.
Moja mama co prawda z moją pomocą, ale funkcjonuje. Ostatnie negatywne zmiany związane z braniem lekarstwa cofnęły sie, jedne bardzo szybko, inne stopniowo. Moja mama chodzi. Samodzielnie gorzej, ale trzymając sie mnie pod rekę, ten krok staje sie pewniejszy, szybszy, stabilniejszy, że nieraz i mnie pociągnie, chocby przed zbliżającym sie samochodem, albo gdy nas deszcz zaskoczy.Na spacery staramy sie chodzic dwa razy w ciągu dnia, jesli tylko pogoda na to pozwala oraz jej samopoczucie. Dwa lata temu potrafiłysmy przejść jednorazowo nawet dwa kilometry,ale po kilku niepokojących przypadkach na wiosnę ubiegłego roku,jak i w tym, pozostaje nam o połowę krótszy dystans, ale i to dobre. Szybciej odczuwa zmęczenie.Także chyba nie obędzie sie bez wizyty u kardiologa.
Szybko zaczęła kontrolowac swoje potrzeby fizjologiczne, sama je łyżką, widelcem. Rozpoznaje nas, chociaz to przychodziło stopniowo i zaleznie z kim jak częsty miewa kontakt.
Bywa żywa, uśmiecha sie, reaguje odpowiednio śmiejąc się z jakis śmiesznych sytuacji.Chociaz miewa stany częstego wyłączania się, wtedy śpiewa albo sprawia wrażenie zadumanej czymś, wpatrując sie w jeden punkt. Wtedy zagaduję do niej, staram sie ją wyrywac z takiego stanu dłuzszego odrętwienia, ale za chwilę ponownie zapada w niego.
Mowę ma bardzo wyraźną, nawet nie spowolnioną. Słów nie myli, ale daje sie zauwazyc uboższy zasób słownictwa.
Lubi chodzic do kościoła, to ją zabieram prawie w każdą niedziele, prowadzę do komunii.Czynnie uczestniczy we mszy. Pamięta wszystkie wyuczone wczesniej modlitwy i piesni . Tak samo piosenki, a że zawsze lubiła śpiewac, to teraz z braku innego zajęcia wyśpiewuje, to co sobie w danej chwili przypomni.Jej śpiew, bywa dla nas sygnałem, że kiedy spiewa wszystko jest z nią w porządku.
Ale za to nie pamięta faktów z przeszłości, nie rozpoznaje znajomych, sąsiadów, nikogo z dalszej rodziny. Niektórych tylko kojarzy, że był taki ktos, o takim imieniu i nazwisku.Nie wie gdzie kto mieszka. Jeszcze gorzej jest ze świeżą pamięcią.Nie pamięta nawet tego co co było minutę temu.Także jak ktoś ją spyta o zdrowie, to nic jej nigdy nie dolega.
Ubiera i rozbiera się zawsze z moją pomocą. Raz idzie jej to lepiej innym razem gorzej. Od dwóch lat, w tym jeszcze bardziej miewa wieksze problemy z rozpoznawaniem przedmiotów, ich wskazaniem , trafieniem do nich. Myli je.Musi szukać łóżka, krzesła, fotela czy drzwi. Ale ogólnie można powiedzieć, że jest dobrze.
Ja swojego odkrycia dokonałam przez przypadek,takze nie miałam czasu na żadne konsultacje, wszystko działo sie szybko i opierało sie na moich obserwacjach, jak zachowywał się organizm mojej mamy bez przyjmowania Exelonu, a jak w przypadku ponownego przyjmowania go.A nawet, czy konsultacja cos by dała? Lekarze nie biorą na siebie ryzyka ,działania metodą prób i błędów, ani też nie namawiają do niego . Kierują sie sztywno wyuczoną wiedzą.Także pewnie usłyszałam bym stały tekst jaki słyszą wszyscy, że pod żadnym pozorem nie można zaprzestawać podawania leków.A i tak nie miałam z kim konsultowac. Termin wizyty u neurologa i to prywatnie miałam wyznaczony dopiero na połowę października.
Moja mama trafiła do szpitala, po tym jak zaczęła się uskarzac na ból w klatce piersiowej. I pewnie by sie skonczyło na podaniu nitrogliceryny, tylko, że w dalszych badaniach wyszedł jej nieznacznie podwyzszony poziom cukru i to zadecydowało za pozostawieniem jej na oddziale. A przy wypisie usłyszałam, że to jakiś lek musiał szkodzić.
Kiedy przyszedł czas wizyty, muszę przyznać, ze lekarz neurolog była zaskoczony stanem mamy, a do tego ciekawa jak do tego doszłam.Skwitowała tylko, że nie zna przypadku, żeby ktos sie skarzył, żeby ten lek szkodził.Nie prawiła mi żadnych kazan z powodu jego odstawienia, bo i nie miała do czego.Dowód miała przed sobą. A że w międzyczasie u mojej mamy pojawiła sie nowa dolegliwosć - uporczywe odbijanie sie z silnymi bólem w nadbrzuszu,po wszystkim co zjadła i wypiła, iże dopiero wymioty przynosiły jej ulgę, to załatwiła mi poza kolejnością USG, na które musiałabym czekac trzy miesiące i miejsce na oddziale wewnętrznym, żeby szybko porobić badania, czego przyczyną mogą być te bóle. I podczas tych bóli zarowno w domu , a tym bardziej w szpitalu, gdzie miała podawany Promazin nie była w takim stanie. Osłabienie było widoczne, ale poznawała mnie, siostrę, normalnie mówiła, załatwiała sie i chodziła.